Mega denko i roczny bilans zużyć


Witam Was w Nowym Roku po krótkiej, świątecznej przerwie! Jak tam nastroje po Świętach i kilku dniach odpoczynku? Ja totalnie wypadłam z rytmu, również blogowo. Z własnej woli zrobiłam sobie duże zaległości, ale nie żałuję, że chwilę tutaj nie zaglądałam. Koniec roku to najlepszy czas na reset i refleksję nad tym, co już za Nami. Robiąc tą przerwę starałam się być też fair wobec Was, ponieważ nie chciałabym żebyście, zamiast spędzać czas z rodziną, czytali post na moim blogu lub mieli poczucie, że coś Was omija. Małą przerwę wprowadziłam również na Instagramie i wiecie co? Nic się nie stało. Obserwujący nie uciekli. Czyli da się i polecam takie przerwy, chociażby dla zwykłej higieny życia. Dziś przychodzę do was z MEGA projektem denko! Oj dużo się tego uzbierało. Są to produkty, które zakończyły swój żywot w listopadzie i grudniu. Na końcu zrobię też małe podsumowanie wszystkich produktów zdenkowanych w 2017 roku! Zapraszam! 

Vianek Łagodząca emulsja myjąca do twarzy, Miya myWonderbalm I Love Me odżywczy krem z olejkiem z róży, Balea Augen Make-up Entferner,Alverde Augencreme Bachblüten Frische,Make Me Bio woda różana, Alverde Perfekter Teint Gel-To-Milk Reinigungsgel Porzellanblume,Pharmaceris N krem nawilżająco-wzmacniejący SPF 20, Odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco, Sylveco krem brzozowy z betuliną,

Vianek Łagodząca emulsja myjąca do twarzy, która, podobnie jak inne emulsje z tej firmy, raczej średnio się u mnie sprawdziła. Nie mogę odmówić jej łagodności, natomiast o wiele bardziej lubię się z żelowymi formułami. 
Miya myWonderbalm I Love Me odżywczy krem z olejkiem z róży. To był fantastyczny krem i z pewnością do niego wrócę! Na blogu pojawił się kilkakrotnie, został ulubieńcem czerwca i lipca oraz polecałam go w poście poświęconym pielęgnacji cery naczynkowej.
✔ Balea Augen Make-up Entferner, czyli dobry i tani płyn dwufazowy z DM. Jest bardzo skuteczny, wszystko gruntownie zmywa, wodoodporne eyelinery i maskary mu niestraszne. Do tego wciąż jest na tyle łagodny, że nie powoduje podrażnień. 
Alverde Augencreme Bachblüten Frische, odświeżający krem pod oczy. Był poprawny, lekko nawilżał i dobrze sprawował się pod makijażem w cieplejszych miesiącach, ale bez fajerwerków.
✔ Make Me Bio woda różana. Dodaję ją do maski na bazie czerwonej glinki oraz używam do odświeżania buzi w ciągu dnia. Polubiłam ją na tyle, że zakupiłam już drugie opakowanie.
Alverde Perfekter Teint Gel-To-Milk Reinigungsgel Porzellanblume, czyli najkrócej olejek hydrofilny (z emulgatorem) do mycia twarzy. Kiedy pojawił się w DM nie mogłam przejść obok niego obojętnie i nawet postanowiłam wysłać go w świat do dalszych testów, więc trafił do Basi, która słynie z wyczerpujących i konstruktywnych recenzji kosmetyków. Ostatecznie i u mnie, i u Basi ten olejek się sprawdził! Jest to dość gęsty "żel", który w kontakcie z wodą zamienia się w mleczną emulsję. Bardzo delikatnie oczyszcza buzię, pozostawiając ją przyjemnie gładką i miękką. Ma specyficzny, dość intensywny, jakby lukrecjowy zapach. Do łagodnego mycia buzi rano (w moim przypadku) lub przy kuracji kwasami (w przypadku Basi) sprawdził się doskonale. 
✔ Pharmaceris N krem nawilżająco-wzmacniejący SPF 20 był bardzo fajny i używałam go z przyjemnością na dzień latem i jesienią. Dobrze nawilżał, łagodził i wyglądał pod makijażem.
✔ Odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco. Mój niekwestionowany ulubieniec wśród kosmetyków do pielęgnacji ust i moje must have. Używam jej codziennie rano podczas porannej pielęgnacji, dzięki niej moje usta są gładkie i w o wiele lepszej kondycji, gotowe na kolorową pomadkę.
✔ Sylveco krem brzozowy z betuliną. Wchodził w skład zestawu brzozowego, który dostałam w prezencie. Był tam również lekki krem brzozowy i lipowy płyn micelarny. Same hity marki. Jeśli chodzi o ten produkt, przez jego specyficzną konsystencję i zapach, byłam sceptyczna. Okazał się jednak wybawieniem, gdy na mojej skórze pojawiło się wiele niespodzianek i traktowałam ją mocniejszymi specyfikami w celu zwalczenia nieprzyjaciół. Został moim ulubieńcem kwietnia i maja. Krem nakładałam cienką warstwą na noc i rano moja cera była pięknie złagodzona, a zaczerwienienia zmniejszone. Nie udało mi się zużyć go do końca, jest niesamowicie wydajny i, jako że jest to kosmetyk naturalny, po prostu minęła mu data przydatności i jego zapach poinformował mnie, że czas się pożegnać.

TołpaTołpa łagodny płyn micelarny-tonik 2 w 1, Uriage woda termalna, Ziaja Oczyszczanie - Liście Manuka, Pasta do głębokiego oczyszczania, Mydło Protex Fresh, Vianek wzmacniający krem do twarzy na noc,

✔ Tołpa łagodny płyn micelarny-tonik 2 w 1, czyli mój ulubiony płyn micelarny i kosmetyk, dzięki któremu przekonałam się do marki Tołpa. To już moje kolejne, zużyte opakowanie, tutaj widać pojemność 400 ml. Takie duże butle możemy zakupić w Biedronce w bardzo korzystnej cenie. Więcej o tym płynie pisałam tu i tutaj.
✔ Uriage woda termalna. To również mój wielki ulubieniec, wakacyjny niezbędnik. Nie wyjeżdżam bez tej wody na wakacje. W domu używam jej do spryskiwania buzi rano, zaraz po myciu twarzy. 
Ziaja, Oczyszczanie - Liście Manuka, Pasta do głębokiego oczyszczania. Okazała się dla mnie za mocna. Ze względu na moją wrażliwą, naczynkową cerę, nie mogę niestety używać produktów z drobinkami peelingującymi oraz mocno oczyszczających. Pasta bardzo podrażniała moją buzię i nawet mój M nie zapalał do niej sympatią. 
Mydło Protex Fresh najlepszy produkt do mycia akcesoriów do makijażu ever! 
✔ Vianek wzmacniający krem do twarzy na noc - próbka. Już kupiłam pełnowymiarowe opakowanie. Próbeczkę otrzymałam od Basi, wygrywając w jej konkursie urodzinowym. Seria fioletowa z Vianka to moja seria! Już niedługo rozwinę temat ;).

Balea pianka do mycia rąk, Lirene żel z olejkiem pod prysznic Argan i Marula, Balea olejek pod prysznic,Yves Rocher Relaksujący olejek pod prysznic migdał i kwiat pomarańczy,

Balea pianka do mycia rąk. Średniak o chemicznym, sztucznym zapachu. Mimo że była to delikatna pianka, to dość mocno dłonie oczyszczała, przesuszając je przy tym. Czekałam, aż się skończy. 
Lirene żel z olejkiem pod prysznic Argan i Marula. Przepiękny zapach i delikatne oczyszczanie, to najważniejsze cechy tego produktu. Wolę jednak produkty do mycia o mniejszej pojemności, ponieważ zapachy szybko mi się nudzą i zaczynają mnie męczyć. 
✔ Balea olejek pod prysznic, którego używam do mycia gąbeczek i mocno zabrudzonych pędzli, na przykład do eyelinera. Pachnie o wiele lepiej od swojego odpowiednika z Isany. Mam go zawsze w swojej łazience.
Yves Rocher Relaksujący olejek pod prysznic migdał i kwiat pomarańczy był moim ulubieńcem w październiku i w listopadzie. Ujął mnie jego niejednoznaczny, zielony, odprężający zapach. Olejek pod wpływem wody zmienia się w kremową emulsję, która łagodnie myje nasze ciało. Na pewno zakupię go ponownie!


✔ Żel aloesowy SUN DANCE. Jest to typowy żel na podrażnienia po opalaniu. Po sezonie mieszałam go z olejkiem ze słodkich migdałów i tak powstałą emulsję nakładałam na skórę, wspaniale nawilżała. 
Garnier Mineral Pure Frische, czyli antyperspirant bez soli aluminium. Niestety totalna klapa i kolejny antyperspirant bez tego szkodliwego składnika, który totalnie się u mnie nie sprawdził. Po jego zastosowaniu czułam się bardziej nieświeżo, niż jakbym kompletnie nie zastosowała żadnego kosmetyku przeciw poceniu.   
✔ Natur Planet Olejek ze słodkich migdałów. Bardzo uniwersalny produkt! Do włosów, do ciała po kąpieli, do maseczek, jako dodatek do wanny z ciepłą wodą. W każdej roli sprawdził się dobrze, ale chyba najlepiej do olejowania włosów. Po zmyciu olejku włosy były gładkie, błyszczące i dociążone. Testuje inne oleje, ale do tego z pewnością powrócę. 
✔ Garnier Mineral Pure Active, to już antyperspirant z aluminium wzbogacony o olejek herbaciany, który zapobiega rozmnażaniu bakterii. Był dobry, czułam się dzięki niemu świeżo i komfortowo. Był jednak bardzo mocny i moja skóra pod pachami bywała przesuszona i podrażniona. 


Ziaja, Krem do rąk z proteinami jedwabiu i prowitaminą B5 - średniaczek. Zakupiłam kiedyś do torebki, ale poprzez swój dość duży rozmiar nie był praktyczny. Trzymałam go więc przy zlewie w kuchni, by po każdym myciu naczyń móc posmarować sobie dłonie. Właściwości pielęgnacyjne ma raczej marne, znam o wiele lepsze kremy. 
Treaclemoon My Coconut Island Hand&Nagelbalm był za to idealnym kremem do torebki, nawet tej najmniejszej. Miał piękny, świeży, kokosowy zapach, całkiem dobrze nawilżał i szybko się wchłaniał. Bardzo lubię kremy z tej serii i kupuję je regularnie dla mojej siostry, bo wiem, że ona również je lubi. Staram się nie zapominać o kremowaniu dłoni, zwłaszcza zimą, i w każdej torebce, na biurku, na toaletce, na szafce nocnej mam krem do rąk ;). 

Szampon energetyzujący Daily Use Insight, The Body Shop Rainforest odżywka nabłyszczająca, Alverde Coffein Shampoo Bio-Schwarzer Pfeffer Bio-Thymian,Tołpa Green Nawilżanie Nawilżająca odżywka-serum do włosów odwodnionych,

Szampon energetyzujący Daily Use Insight, ktory okazał się bublem i wielkim rozczarowaniem. Więcej narzekałam na niego w tym wpisie
✘ The Body Shop Rainforest odżywka nabłyszczająca też znalazła się w bublach. Więcej rozwodziłam się nad nią tutaj
Alverde Coffein Shampoo Bio-Schwarzer Pfeffer Bio-Thymian, uwielbiam go do mocniejszego oczyszczania twarzy raz w tygodniu. Jak na produkt naturalny jest całkiem mocny i doskonale sprawdza się w tej roli. Włosy są po nim dłużej świeże, sypkie i odbite od nasady. Używam go zwykle przed nałożeniem odżywczej maski. O mojej pielęgnacji włosów z jego użyciem pisałam tutaj
✔ Tołpa Green Nawilżanie Nawilżająca odżywka-serum do włosów odwodnionych. Kosmetyki do włosów z Tołpa, szampony i odżywki, bardzo sobie upodobałam. Po ich użyciu moje wymagające włosy wyglądają wspaniale. Bardzo się cieszę, bo Tołpa to jedna z moich ulubionych, polskich marek kosmetycznych. Ta odżywka zawiera między innymi syrop klonowy, ekstrakt z lipy, ocet owocowy i faktycznie posiadała lekko kwaskowy aromat. Jest to klasyczna, nawilżająca odżywka, idealna do używania w duecie z bardziej proteinowym szamponem. Włosy po niej były miękkie, gładkie i błyszczące. Na pewno w przyszłości chętnie do niej powrócę. 

Balea Shampoo Intensivpflege z wanilią i olejkiem migdałowym, Balea Haarmaske Intensivpflege mit Vanille Duft & Mandelöl, Bania Agafii - balsam do włosów - odżywczo - regeneracyjny,L'Oreal Mythic Oil,

Balea Shampoo Intensivpflege z wanilią i olejkiem migdałowym. Szampony z Balea całkiem lubię, mimo że znam o wiele lepsze produkty. Dobrze mył, pięknie pachniał, a włosy po jego użyciu były niesamowicie miękkie, gładkie i sypkie, jakbym użyła do tego celu zamiast szamponu płynu zmiękczającego do tkanin ;). 
Balea Haarmaske Intensivpflege mit Vanille Duft & Mandelöl. Maska do włosów z tej samiej serii co powyższy szampon. Fajna maseczka, chociaż składników pielęgnujących i odżywczych jest w niej raczej mało. Jest to jednak produkt bardziej kondycjonujący, mocno wygładzający. Włosy po tym duecie są wręcz śliskie, aż trudno zebrać je gumką. Balea zmieniła teraz opakowania obu produktów i razem z nową szatą graficzną mamy też nowe składy. Dlatego też raczej już do nich nie wrócę. 
Bania Agafii - balsam do włosów - odżywczo - regeneracyjny. Bardzo lubię te balsamy nakładać na skalp. Moja, skłonna do przesuszeń, skóra głowy bardzo tego potrzebuje i praktycznie chłonie tę maskę jak gąbka. Po mocnym oczyszczeniu włosów i skóry głowy (wykonaniu peelingu) raz w tygodniu stosuję ten balsam skupiając się głównie na skórze głowy. Ten sposób pomógł mi w kryzysowych sytuacjach powstrzymać nadmierne wypadanie i wzmocnić moje osłabione włosy. 
✔ L'Oreal Mythic Oil - mój olejek! Wreszcie znalazłam idealny produkt dla siebie, który zabezpiecza końcówki, chroni podczas stylizacji i wygładza włosy użyty na sucho. Jest lekki, trudno z nim przesadzić. Nie obciąża włosów, nie skleja ich i nie sprawia, że są tłuste. Pięknie, luksusowo pachnie. Jedyne minusy jakie posiada, to cena i dostępność. Można go zakupić online lub w hurtowniach fryzjerskich, ale tam bardzo często jest wyprzedany. Ponad 50 zł za 100 ml może się wydawać wysoką ceną. Jest on jednak niezwykle wydajny i nawet przy codziennym stosowaniu spokojnie wystarczył mi na około rok, a w ogóle go nie oszczędzałam. Zwykle nakładam od 1 do 2 pompek na mokre włosy i pół pompki na suche włosy po wysuszeniu w celu ich wygładzenia. W mojej łazience stoi już kolejna butelka tego olejku.


✔ Yves Rocher lawendowy peeling do stóp, bez którego nie wyobrażam sobie pielęgnacji moich stóp. Kupuję go regularnie i nie mam zamiaru zamienić go na żaden inny. Pięknie pachnie i solidnie ściera martwy naskórek, pozostawiając stopy idealnie gładkie. 
Tołpa regenerujący płyn do higieny intymnej, o którym pisałam przy okazji wpisu o higienie intymnej. Bardzo dobry płyn/żel, łagodnie mył, nie podrażniał. Posiada wiele wyciągów roślinnych i ekstraktów, między innymi ze skrzypu, rumianku, żeń-szenia. Przy okazji kolejnych zakupów na stronie Tołpa z pewnością wrzucę go znów do koszyka.


Isana zmywacz do paznokci z olejkiem pielęgnacyjnym (z acetonem). Używam do go usuwania hybryd. Dobrze rozpuszcza/zmiękcza lakier, dzięki czemu łatwiej możemy go zdjąć z paznokcia. Nie przesusza nadmiernie skórek, jest tani i wydajny. Duże opakowania kupuję zwykle podczas promocji w Rossmann. 
Lenor, Unstoppables Lavish, perełki zapachowe. Moim zdaniem to zbędny dodatek do prania. Perełki zakupiłam w Biedronce po odrobinie niższej cenie. Piękny zapach, ale żeby był wyczuwalny na tkaninach, trzeba wsypać sporą ilość produktu do bębna pralki. Znam dużo, o wiele lepszych, skoncentrowanych płynów do płukania, które, oprócz właściwości zmiękczających, posiadają intensywny zapach pozostający wiele tygodni na ubraniach. Te perełki to raczej niepotrzebny wydatek. 

Balea Aqua Tuchmaske (niebieska), Balea plastry oczyszczające na nos z węglem,  Holika Holika Juicy Mask Sheet Aloe Nawilżająca i Odmładzająca z Granatem,

Balea Aqua Tuchmaske (niebieska). Moja ulubiona maska w płachcie. Używam jej regularnie raz w tygodniu lub częściej, w zależności od potrzeb mojej skóry. Maska ta ma zadziwiająco dobry (jak na produkty marki Balea) skład i wspaniałe, odświeżająco-nawilżające właściwości. Uwielbiam ją stosować, kiedy moja skóra potrzebuje porządnego zastrzyku nawilżenia i szybkiej regeneracji. Po jej użyciu buzia jest wygładzona i wyciszona. Esencja wspaniale się wchłania i stanowi idealną bazę pod krem, ponieważ działa jak lekkie, napinające serum. Kupuję ją hurtowo, ponieważ kosztuje (w porównaniu do innych produktów tego typu) grosze i obdarowuję nią najbliższych i chyba wszyscy są z niej zadowoleni. Maskę możecie przetestować biorąc udział w moim urodzinowym konkursie!
✔ Balea plastry oczyszczające na nos z węglem. Bardzo je lubię, zwłaszcza latem, kiedy moja twarz w okolicach nosa jest mocniej zanieczyszczona. Plasterki stosowane systematycznie raz w tygodniu zapobiegają powstawaniu zaskórników i większych zmian na moim nosie. Są skuteczne i niedrogie. Również są do wygrania w urodzinowym konkursie.
✔ Holika Holika Juicy Mask Sheet. Aloe Nawilżająca i Odmładzająca z Granatem. Maski te miałam okazję wygrać (czyli da się, więc bierzcie udział w konkursach :)) w urodzinowym konkursie u Basi. Maski spisały się u mnie równie dobrze jak moja ulubiona płachta z Balea. To odrobinę bardziej przekonało mnie do azjatyckiej pielęgnacji. Przyznam szczerze, że ponad 10 zł za nasączoną esencją płachtę wciąż wydaje mi się dość drogą opcją i raczej jedynie dodatkiem do pielęgnacji. Wiem, że wiele osób stosuje je niemal codziennie i mają one bardzo pozytywny pływ na stan ich cery. Ja takie "droższe" maski zawsze zostawiam sobie na specjalne okazje. Może dla wielu osób to się wydawać dziwne, ale ja ciągle jestem sceptycznie nastawiona do produktów azjatyckich. Maski w płachcie to wspaniały wynalazek, ale warto zwracać uwagę na składy i nie przepłacać. 

Lirene Fix Up! Make up mgiełka utrwalająca makijaż, L'Oreal Paris, Mega - Volume Collagene 24H (Pogrubiający tusz do rzęs), Maybelline Anti-Age Effekt Der Löscher Auge Concealer w kolorze 03 Fair, Paleta Sleek Makeup AU NATUREL,

Lirene, Fix Up! Make up, mgiełka utrwalająca makijaż. Miałam już wiele mgiełek utrwalających, ale z tą jakoś nie mogłam się do końca dogadać. Po pierwsze, nie zauważyłam żeby w jakiś znaczący sposób zwiększała trwałość makijażu. Posiadała mocny, duszący zapach, co nie umilało stosowania. O wiele lepiej w roli utrwalacza przed i po nałożeniu makijażu sprawdzał mi się tonik różany z Evree. Na jakiś czas kompletnie o niej zapomniałam i, kiedy do niej powróciłam, przywitała mnie jeszcze gorszym aromatem, więc powędrowała do śmieci.  
Alverde Pure Beauty Mattierendes Kompaktpuder, matujący puder w kompakcie z naturalnej marki Alverde. Zapowiadał się całkiem przyzwoicie, kiedy sprawdzałam go w drogerii, był drobno zmielony i aksamitny. Problemy pojawiły się jednak już przy pierwszej aplikacji, ponieważ puder za nic nie chciał się nabierać na pędzel. Jest bardzo twardy, wręcz zbity, pigment absolutnie nie chwytał się włosia. Pomoc gąbeczki/ puszka też na nic się zdała. Po prostu ten puder nie chciał się przenosić z opakowania na moją twarz i tyle w temacie. Szkoda, bo byłam bardzo ciekawa kolorówki z tej firmy, a tu taki zawód. 
L'Oreal Paris, Mega - Volume Collagene 24H (Pogrubiający tusz do rzęs). Tusze do rzęs z L'Oreal bardzo lubię. Ten dostałam, bo pewnie nigdy sama bym go nie wybrała. Dlaczego? Brak silikonowej szczoteczki to duży minus. W tej konkretnej wersji mamy do czynienia z dużą, gęstą, lekko profilowaną, zwykłą szczoteczką. Od początku wygląda tak, jakby nabierała o wiele za dużo produktu i była totalnie posklejana tuszem. Niestety to samo robi na rzęsach, czyli przenosi na nie o wiele za dużo tuszu i skleja je. Kiedy odrobinę przeschła była kompletnie nie do użytku. O wiele bardziej wolę maskary z precyzyjnymi, silikonowymi szczoteczkami, które ładnie rozdzielają rzęsy. O moich ulubionych tuszach do rzęs pisałam tutaj
Maybelline Anti-Age Effekt Der Löscher Auge Concealer w kolorze 03 Fair. Uwielbiam ten korektor i z przyjemnością do niego wracam. Jest teraz dostępny stacjonarnie w Polsce i wiem, że również skradł wiele waszych serc. Kremowa konsystencja, wspaniałe krycie, rozświetlenie okolic pod okiem - za to wszystko kocham ten korektor i wiem, że Wy też ;).
Paleta Sleek Makeup AU NATUREL, czyli moja pierwsza paleta cieni. Trochę wstyd się przyznać, że mam ją aż do teraz i używałam jej jeszcze do niedawna. Mam do niej ogromny sentyment i nie miałam serca jej wyrzucić. To przy jej użyciu powstały moje pierwsze, nieśmiałe makijaże. To z nią nauczyłam się konturować oko. Niektóre kolory zużyłam do cna. Oczywiście te cienie nie są powalającej jakości, ale na początek były jak najbardziej w porządku. Posiadała przyjemne maty o średniej pigmentacji i kilka pięknych, perłowych i brokatowych odcieni. Można było nią wyczarować bardzo ładny, dzienny makijaż. Obecnie posiadam kilka nowych palet cieni i Sleek może nareszcie przejść na zasłużoną emeryturę.

 

Uff i to już wszystkie produkty! Mam nadzieję, że udało Wam się wytrwać do końca, gdzie czeka na Was małe, roczne, denkowe podsumowanie:

  • Łącznie z tym wpisem, w ciągu pierwszego roku mojej blogowej działalności, na blogu pojawiło się 7 projektów denko,
  • Zużyłam w sumie około 23 produkty do pielęgnacji włosów (szampony, odżywki, olejki, kuracje),
  • Zdenkowałam 14 produktów do pielęgnacji ciała (balsamy, olejki do ciała, peelingi),
  • Wykorzystałam 22 produkty do oczyszczania ciała (żele pod prysznic, olejki, pianki),
  • Z kategorii Oczyszczanie twarzy zużyłam aż 45 produktów! Głównie były to żele do mycia twarzy, pianki, mleczka, płyny micelarne i toniki, 
  • Sumiennie dbałam też o swoją cerę, ponieważ udało mi się wykończyć aż 21 produktów do pielęgnacji twarzy, w skład których wchodziły kremy na dzień, na noc, olejki, maseczki, kremy po oczy, sera, 
  • Pozbyłam się też 18 produktów do makijażu! Niekoniecznie takich, które dobiły dna. Tutaj data ważności również ma znaczenie. 
Z tego posumowania jasno wynika, że lubię się myć ;), oczyszczać swoją skórę, ciało i włosy. W tym roku będę nadal kontynuować Projekt Denko. Mimo że jest przy tym całkiem sporo roboty i pisania, to widzę również wiele korzyści. Skrupulatnie zużywam produkty, nie zostawiam niczego na później. Mam kontrole nad zużyciami. Chętniej testuję nowości. Nie robię dużych zapasów. Lubię też czytać Projekty Denko u innych blogerek, myślę, że jest to najbardziej rzetelna opinia o produkcie, który zużyliśmy do dna i wiemy o nim już praktycznie wszystko, więc wydajemy ostateczną opinię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz, sprawiasz mi nim ogromną przyjemność oraz motywujesz do dalszego działania.
Na każdy komentarz staram się odpowiadać.
Zachęcam Cię również do obserwowania mojego bloga oraz śledzenia mojego profilu w aplikacji Instagram.

Copyright © 2016 Hellojza About Beauty , Blogger