Pod lupą. INGLOT


Witam Was ponownie na moim blogu! Dziś kolejny, i chyba ostatni w tym roku, wpis serii Pod Lupą, gdzie skupiam się na popularnych markach kosmetycznych, głównie polskich, i ich produktach.
Marki INGLOT nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu! To jedna z tych polskich firm kosmetycznych, z których powinnyśmy być dumni! INGLOT ma bardzo ciekawą i długą historię, którą każda maniaczka kosmetyczna powinna chociaż w skrócie poznać. Z marką tą i z jej strategiami wyjścia na zagraniczne rynki, działaniami marketingowymi spotkałam się na studiach. Bardzo często podawana była jako przykład najbardziej znanej w innych krajach polskiej marki lub jako firma stosująca innowacyjne metody sprzedaży, produkcji, wyjścia, dystrybucji. Szczerze mówiąc im bardziej zagłębiałam się w temat, tym bardziej opadała mi kopara. Dlaczego? Dla nas to żadna nowość, wysepki z Inglota są z nami prawie od zawsze. Myślę, że też każda z nas miała przynajmniej jeden kosmetyk tej firmy. Dlaczego więc upieram się, że ta marka jest wyjątkowa? Zakładając ją w 1983 roku (rok wcześniej od MAC) w Przemyślu Wojciech Inglot przebył daleką drogę, podbił wiele zagranicznych rynków i wprowadził wiele nowych, innowacyjnych produktów, zaskakując konkurencję. Mała polska marka stała się znaczącym graczem na rynku kosmetyków kolorowych, mając do zaoferowania jedną z największych palet kolorów w swoim asortymencie. Za granicą produkty Inglot są 3 razy droższe i sprzedawane jako specjalistyczne. Ich produkty są używane przez światowej sławy wizażystów, na pokazach mody, spektaklach, w teatrze. Cała produkcja mieści się w fabryce w Przemyślu, nie jest rozproszona, dzięki temu Inglot może szybciej reagować na zmieniające się trendy i wprowadzać nowości. Nie ponosi zbędnych kosztów na reklamy, nie zaciąga kredytów, nie jest korporacją tylko firmą rodzinną. Jako pierwsza marka kosmetyczna prowadziła kasetki magnetyczne Freedom System umożliwiając dowolne łączenie ulubionych kolorów cieni do powiek, pudrów, róży do policzków, pomadek, korektorów i produktów do brwi. Uff.. czy tylko ja przecieram oczy ze zdumienia czytając te zdania? To wszystko jest o naszym Inglocie powszednim. Wojciech Inglot miał niesamowitą wizję, „Padniemy, jeśli nie będziemy inni niż konkurenci” - mawiał i tutaj zgadzam się z nim w stu procentach, ponieważ sama staram się być w swoich działaniach (również blogowych) oryginalna, inna. 
Czuję jednak, że INGLOT w swoim kraju nie jest tak mocno doceniany jak za granicą. Sama przez jakiś czas byłam na niego obrażona, kiedy zmienił postać cieni w formie kółek na kwadraciki, podnosząc przy tym ich cenę. Po jakimś czasie, za sprawą blogosfery, znów wróciłam do tej marki i bardzo pozytywnie się zaskoczyłam! W ich ofercie znalazłam wysokiej jakości produkty, których odpowiedniki u innych firm są kilkukrotnie droższe. Jeśli jesteście ciekawe co sprawiło, że moje serduszko zabiło mocniej właśnie do tej firmy, zapraszam do dalszej części wpisu...

INGLOT Eye Shadow Keeper, baza po cienie Inglot, Inglot,

Baza po cienie INGLOT Eye Shadow Keeper

Pewnie doskonale Wam znana baza już od jakiegoś czasu dzielnie mi służy. Baza pod cienie to u mnie must have! Mam opadającą, przetłuszczającą się ruchomą powiekę. Dodatkowo moje oczy są głęboko osadzone i praktycznie cała powieka podczas mrugania się chowa. Moje pierwsze, nieśmiałe próby z cieniami do oczu zakończyły się niepowodzeniem i zanikaniem kolorów już po kilku godzinach, nieestetycznym ich zbieraniu i rolowaniu. Przetestowałam więc większość popularnych baz jak Artdeco czy Avon, które były niczego sobie, ale ich opakowanie w kształcie słoiczka kompletnie nie nadaje się do tego typu produktów. Bazy te szybko zasychały i nie nadawały się do dalszego używania. Inglot oferuje nam opakowanie w kształcie tubki, to chyba najlepsze rozwiązanie. Za 49 zł otrzymujemy 10 ml produktu, co może wydawać się sporym przepłacaniem, sama tak myślałam przy zakupie. Jednak baza jest nieziemsko wydajna i dzięki przemyślanemu opakowaniu długo nie traci swoich właściwości. Jest ona z rodzaju tych bezbarwnych i klejących baz, do których nakładane pigmenty się przyklejają i trwają cały dzień na powiece. Jest to jej wada i zaleta. Wada, ponieważ na klejącej warstwie łatwiej o plamy. Jest jednak na to sposób, przed przystąpieniem do makijażu bazę pokrywamy delikatnie pudrem lub beżowym cieniem, wyrównując jednocześnie kolor powieki. Baza dobrze podbija kolor cieni, wiele produktów, nawet tych tańszych firm, zyskuje na niej większą intensywność. Ta baza to istny "strażnik cieni", po jej zastosowaniu mam pewność, że nawet na moich powiekach, kolory nie drgną od rana do wieczora. Nakładam ją aż pod sam łuk brwiowy, co minimalizuje odbijanie się w tym miejscu maskary. Ten produkt INGLOT jest szczególnie warty wypróbowania!

Cienie do powiek INGLOT Freedom System, cienie do powiek inglot Vertigo, Inglot freedom system, inglot cienie,

Cienie do powiek INGLOT Freedom System / Vertigo

Pisząc o Inglocie nie mogłabym nie wspomnieć o ich cieniach do powiek z systemu Freedom, dzięki którym stał się tak popularny. Może większość z Was kojarzy, że od początku wprowadzenia cieni do oferty do samodzielnego skomponowania, były one w kształcie kółek (podobnie jak MAC) i kasetki były również tworzone do przechowywania okrągłych cieni. Kilka lat temu to się zmieniło, Inglot wycofał z oferty kółka i zasępił je kwadratami, zwiększając gramaturę cieni i cenę. Nie była to wielka zmiana, ale dla zwykłego użytkownika, nie makijażysty, całkiem dotkliwa. Wiązała się przecież ze zmianą paletek, cieniami w większych rozmiarach, niż do przeciętnego używania potrzeba. Przyznam, że byłam w tym momencie wściekła. Zabolało mnie, że Inglot zmienia swojego klienta docelowego. Ze sklepu z kolorówką dla wszystkich stał się specjalistyczny, dla profesjonalistów. Nie wiem czy takie było założenie właściciela firmy, niestety po jego śmierci za sterami stanął jego brat. 
Jak widać, większość cieni mam okrągłych, kupowałam je podczas gdy firma je wycofywała, oferując promocje. Jeden taki cień kosztował około 10 zł. W ofercie Inglot mamy dostępne cienie w czterech wykończeniach: MATTE, AMC, AMC SHINE, PERL, DS i potrójne cienie RAINBOW. Znajdziemy też cienie pakowane w pojedyncze opakowania o nazwie Vertigo, sypkie pigmenty i cienie w kremie. Cieni miałam o wiele, wiele więcej, jednak większość sprzedałam lub rozdałam. Dzięki nim eksperymentowałam z kolorami, stawiałam pierwsze kroki w makijażu. Z perspektywy czasu wiem, że były to jednak kroki nieudolne i zwykle kończyłam zamiast z ładnym smoky to z plamami na oku. Mam nadzieję, że INGLOT wraz ze zmianą opakowań poprawił formułę swoich cieni, ponieważ moim zdaniem, były one baardzo ciężkie w pracy, w rozcieraniu, przechodzeniu w siebie. Przez bardzo długi czas wydawało mi się, że nie potrafię się poprawnie pomalować, była to jednak wina produktu, cieni właśnie z Inglota. Gdy tylko spróbowałam innych produktów wszystko się zmieniło! Delikatna chmurka koloru stała się osiągalna. Właśnie dlatego długo nie zaglądałam do oferty INGLOT, miałam uraz. Wiedząc, że w podobniej cenie można zakupić o wiele lepsze cienie (KOBO), cienie z Inglot porzuciłam. Oczywiście nie wszystkie, mam kilka swoich ulubionych kolorów, głównie perłowych. Moim zdaniem maty są suche i tępe w rozcieraniu. Trzeba z nimi maksymalnie uważać. 
Moja kasetka również jest z INGLOT, ale nie jest już dostępna w asortymencie sklepu. Był to produkt przechodni podczas zmiany opakowań cieni i innych produktów. Paleta ta jest ciężka, posiada lusterko i jest trochę nieporęczna, zajmuje bardzo dużo miejsca. Korzystam z niej niezwykle rzadko. 
Dajcie znać, czy posiadacie nowe cienie INGLOT i czy jesteście z nich zadowolone? Powracając do marki cienie wciąż omijam szerokim łukiem. 

INGLOT konturówka do brwi w żelu AMC, Inglot pomada do brwi, inglot pomada do brwi 16,

INGLOT konturówka do brwi w żelu AMC

Jako posiadaczka dość gęstych i pełnych brwi uważałam, że pomada do brwi jest mi raczej zbędna. Wydawało mi się, że jest to kosmetyk bardziej potrzebny dla osób, które chcą sobie praktycznie całe brwi domalować. Oglądając zdjęcia i filmiki w sieci spodobał mi się efekt jaki można uzyskać przy użyciu pomady, od mocnych Instabrow po lżejsze z efektem henny. Zastanawiałam się jaką pomadę wybrać, ponieważ teraz jest ich na rynku całkiem sporo i to w każdej półce cenowej. Ze względu na największy wybór kolorów postawiłam na Inglot i wybrałam dość popularny kolor 16. Jest to średni kolor brązu, idealnie dopasowany do koloru moich włosów, odrobinę jaśniejszy od moich własnych brwi. Z początku troszeczkę się jej bałam, że nie poradzę sobie z aplikacją, efektu przerysowania. Sekret dobrego efektu pomady tkwi w jej aplikacji za pomocą dobrze dobranego pędzla. Niezmiernie polubiłam do tego celu stosować pędzel Zoeva model 322 Brow Line, który wcześniej dość długo leżał nieużywany. Z jego pomocą idealnie wyrysowuję pomadą dolną linię brwi, a następnie wypełniam całość, kreślę idealne łuki. Dzięki jego sporym rozmiarom robi się to wszystko niezwykle szybko i sprawnie. Sama pomada po zaschnięciu jest nie do ruszenia, przecieranie czoła, podpieranie się dłonią w ciągu dnia, naciąganie czapki - to wszystko jej niestraszne. Wydaje mi się również, że delikatnie utrzymuje włoski (przynajmniej moje) w ryzach. Chcę jednak zakupić dodatkowo bezbarwny żel utrwalający do nakładania dodatkowo po zastosowaniu pomady. Efekt tej konturówki do brwi w żelu tak bardzo mi się spodobał, że nie mogę przestać jej używać. Dobrze wyrysowane brwi całkowicie zmieniają kształt twarzy nadając jej więcej wyrazu. Jeśli szukacie idealnego koloru pomady dla siebie, to polecam wybrać się do salonu INGLOT, gdzie konsultantka pomoże dobrać idealny dla Was kolor.

INGLOT konturówka do ust SOFT PRECISION 74,

★ INGLOT konturówka do ust SOFT PRECISION 74

Dość popularna konturówka do ust w kolorze 74 , której chętnie używała lub używa całkiem znana polska blogerka modowa. Kto zgadnie która? Nie jestem wcale zdziwiona tym wyborem, ponieważ kredka ta ma idealny kolor mauve, dość chłodny, nadający efekt "kolor ust tylko lepszy". Pasuje do wielu szminek i swego czasu sięgałam po nią równie często jak owa blogerka. Może to ja? :P W późniejszym czasie poznałam wiele innych kredek i ta poszła w odstawkę. Dlaczego? Ponieważ kredki innych firm są jeszcze bardziej miękkie i kremowe niż ta, no i ich cena jest o wiele niższa. Moje ulubione konturówki z Essence nie odbiegają od niej jakością, a są o wiele tańsze i bardziej komfortowe w użytkowaniu. Ta kredka przy nich może się wydawać odrobinę twardsza i tępa. Mimo to bardzo ją lubiłam ze względu na kolor i jeżeli szukacie idealnego, dziennego koloru kredki do ust to polecam na stoisku INGLOT sprawdzić właśnie ten numerek.

inglot puder sypki, inglot puder, puder sypki,

INGLOT puder sypki 30g

Pudry z Inglota są również bardzo popularne, głównie poprzez dobry stosunek ilości produktu do ceny. Za 45 zł otrzymujemy 30 gram produktu, co do zwykłego, codziennego użytku, jest prawie nie do zużycia w terminie ważności. Mi udało się ten puder wreszcie zdenkować, chociaż myślałam, że już nigdy się nie skończy. Miałam go w odcieniu 14, ładnym, żółtym beżu. Sprawdzał się idealnie do wykańczania całego makijażu, nie osadzał się brzydko, nie robił maski czy ciastka. Skóra po jego aplikacji była gładka i nie traciła swojego zdrowego blasku. Myślę, że jakby był sprzedawany w mniejszej pojemności na pewno jeszcze nie raz bym się na niego skusiła. Jest to jednak zwykły puder sypki, bez żadnych fajerwerków, niesamowicie poprawny w swoim działaniu. Jeśli więc malujecie dużo, malujecie innych i w Waszym kufrze przydałby się porządny puder wykańczający, to polecam zapoznać się z ofertą INGLOT.

INGLOT kasetka Flexi Eco Palette, Inglot pudry do modelowania twarzy HD FREEDOM SYSTEM, inglot bronzer 514, inglot puder hd 503, inglot roż 127 z AMC Freedom System, inglot Rozświetlacz 151,

★ INGLOT kasetka Flexi Eco Palette oraz pudry do modelowania twarzy HD FREEDOM SYSTEM

O tej pięknej palecie Flexi Eco Palette pisałam Wam już przy okazji wrześniowego haula zakupowego. Od pierwszego dnia byłam nią totalnie zachwycona i ta miłość nie zgasła do dzisiaj. Dzielnie mi służy, podróżuje ze mną i jeszcze mnie nie zawiodła. Używam jej również w codziennym makijażu. Paletka ta jest niezwykle lekka, poręczna i piękna w swojej prostocie. Dawno nie miałam w swoich rękach tak pięknej palety/kasetki. Wypełniona wkładami do konturowania lub cieniami prezentuje się niesamowicie.
Pamiętam, że zaraz po zakupie miałam małe wątpliwości co do pudrów do konturowania, czy aby na pewno będę ich używać, zwłaszcza, że okazało się, że kolor różu który wybrałam występuje już w mojej kolekcji. Najbardziej zadowolona jestem z matowego bronzera w odcieniu 514, który idealnie nadaje się zarówno do konturowania, jak i do ocieplania twarzy. To idealnie dobrany kolor, wspaniale się rozprowadza nie tworząc plam. Zapałałam miłością również do pudru 503, który zakupiłam jakoś bez przekonania. Jednak nakładany gąbeczką typu BB na korektor pod okiem perfekcyjnie go gruntuje i rozświetla te okolice. Uwielbiam ten efekt! W moim wkładzie już jest niemałe wyżłobienie i coś czuję, że za niedługo zakupię go ponownie. Puder ten nadaje się również do wyostrzenia granic bronzera, jego poprawek na linii żuchwy. Niemniej polubiłam róż i rozświetlacz. Róż jest w swojej strukturze bardzo miękki, lubi się kruszyć i trzeba uważać przy aplikacji. Jest też mocno napigmentowany, ale absolutnie bez żadnych drobinek. Kolor który wybrałam to 127 z AMC Freedom System - piękny mauve, dość ciemny, jednak tworzący zdrowy rumieniec. Rozświetlacz 151 pokochałam za jego subtelność i neutralność, nie ma tutaj mowy o dyskotece na twarzy. Pasuje do większości makijaży i jest bardzo trwały.
Stworzenie takiej palety od zawsze było moim marzeniem, oczywiście do Inglota poszłam ją tylko zobaczyć. Od razu wspomnę, że taka paleta z pełnym wypełnieniem to nie jest tania impreza, przynajmniej dla mnie. Kilka dni po zakupie miałam tak zwanego "kaca pozakupowego", który zdarza mi się po większych, mniej przemyślanych, wydatkach. Jednak używając jej przekonałam się, że to jednak był doskonały wybór, a produkty i kolory idealnie dopasowałam do moich potrzeb i kolorystyki. Ostatnio odpisałam jednej z Was w komentarzu odnośnie tej palety, że oto nastały czasy, gdy kawałek drewna/sklejki stał się pożądany i luksusowy. Chyba przejadły się nam już wszechobecne plastiki, a INGLOT wychodząc z tą paletką doskonale wpisuje się w obecne trendy.

I tutaj jeszcze dwa, najnowsze nabytki od Inglota. Cały czas szukam korygującej, zielonej bazy. Jak wiecie mam cerę naczynkową (możecie o tym więcej poczytać tutaj) i akurat teraz, w okresie jesienno-zimowym poprzez zmiany temperatury, skóra szaleje. Bardzo często miewam czerwone policzki po przyjściu z zimnego podwórka do domu, widać to nawet pod makijażem. Zielonych baz długo się obawiałam, ponieważ wydawało mi się, że widać je pod makijażem i zmieniają kolor podkładu. Może się czepiam, ale faktycznie coś w tym jest, pięknie żółty podkład po aplikacji na zielony kolor zyskiwał kolor hmm niezbyt twarzowy. Gdy zobaczyłam tą bazę i przeczytałam o jej właściwościach kojących i neutralizujących zaczerwienienia pomyślałam - czemu nie. Mamy do wyboru aż pięć kolorów, w zależności od naszych potrzeb możemy sięgnąć po: zieloną bazę, różową, żółtą, brzoskwiniową oraz mocha. Podoba mi się też to, że bazę otrzymujemy w mniejszej pojemności, co umożliwia zużycie jej w terminie ważności. Baza ma konsystencję lekkiego kremu, zaraz po aplikacji delikatnie się klei, ale trzeba dać jej chwilę na wchłonięcie. Zielony pigment po nałożeniu produktu na skórę jest praktycznie niewidoczny, ale to tylko złudzenie, ponieważ faktycznie maskuje czerwone policzki. Przystępując to makijażu ma się wręcz wrażenie, że baza przyciąga pigment zawarty w podkładzie, kosmetyk ten, jak i wszystkie inne, o wiele lepiej się rozprowadza. Baza lekko wygładza strukturę skóry. Po jakimś czasie, gdy makijaż stapia się w całość z moją skórą, uzyskałam piękny zdrowy efekt na buzi. Bardzo mi się to spodobało. Przyznam szczerze, że to moje pierwsze wrażenie i na pewno coś jeszcze o tej bazie napiszę w przyszłości.

★ INGLOT Konturówka do powiek w żelu AMC w kolorze 90

Konturówka do powiek, czyli eyeliner z żelu w kolorze ciemnego brązu. Dlaczego nie czarny? Choćby dlatego, że moim zdaniem czarna kredka lub eyeliner bardzo przytłacza moje, i tak już małe, oczy. Nigdy też nie byłam mistrzynią w malowaniu kreski, przerobiłam naprawdę dużo produktów, efekt był zawsze ten sam, było krzywo i karykaturalnie. Z drugiej jednak strony ostatnio w mocniejszych makijażach zaczęło brakować mi czegoś, czym mogłabym podkreślić linię rzęs. Wciąż wydawało mi się, że makijaż jest niepełny, niedokończony. Niedługo też chciałabym zacząć doklejać sztuczne rzęsy, do tego tym bardziej przydałby się jakiś eyeliner. No i byłam w kropce. Postanowiłam jednak się odważyć i poszłam do Inglota. Ilość barw i wykończeń eyelinerów w tym sklepie całkiem mnie zdezorientowała. Chciałabym mieć je wszystkie! Jednak działałam zgodnie z planem i zakupiłam odcień bardzo ciemnego brązu, który na powiekach jest prawie czarny, jednak nie obciąża aż tak bardzo moich powiek, jak czerń. Kolor idealny, konsystencja marzenie, doskonale masełkowa, mogłabym go cały czas smyrać pędzlem. No właśnie - pędzel. Tutaj znów na ratunek przyszła Zoeva i wyjęłam z szuflady Zoeva 317 Wing Liner, którym  udało mi się pierwszy raz  w życiu stworzyć idealną kreskę! Zawsze byłam sceptyczna, wydawało mi się, że takim pędzlem nie będę w stanie namalować kreski, a jednak! Mam w swojej kolekcji kilka modeli takich skośnych pędzli, ale tylko tym jestem w stanie stworzyć piękną jaskółkę. Jaskółka przy moich opadających i do tego krzywych powiekach to nie lada wyzwanie, muszę idealnie dobrać miejsce i kąt wygięcia łuków kreski. Po kilku razach doszłam do wprawy i pokochałam to robić! Dobrze namalowana kreska nadaje mojemu spojrzeniu tego czegoś i zamiast pomniejszać oczy - powiększa je. Eyeliner jest bardzo trwały, nie odbija się, nie rozmazuje, trwa cały dzień na powiece. Jak na początek to był doskonały wybór i być może w przyszłości zaopatrzę się w inne kolory.

★★★

No i to już wszystko! W planie mam zakup jeszcze kilku produktów od INGLOT. Polubiłam tą firmę i jak dotąd żaden nowy zakup mnie nie zawiódł. To dowód na to, że nie warto się zrażać do marki, warto odczekać swoją frustrację i dawać drugą szansę. Produkty INGLOT kupuję i używam z dumą! Słuchając o poczynaniach tej firmy nawet mój M jest w szoku. Jako ekonomiści z wykształcenia nie możemy wyjść z podziwu, więc nie dziwi Nas to, że często ta firma wykorzystywana jest jako przykład w studium przypadków dla studentów, obok twórców Wiedźmina stoi producent szminek i cieni do powiek. Niezwykłe! INGLOT wykazuje co roku wzrost firmy o 30-40%, wciąż otwiera nowe sklepy i nie ma zamiaru się zatrzymać. Wiele polskich firm powinno brać z niego przykład. Tutaj zamieszczam odnośnik do bardzo ciekawego artykułu, z którego również zaczerpnęłam szczegółowe informacje i dane. Mam nadzieję, że chociaż odrobinę zachęciłam Was do spróbowania produktów tej marki lub sprawiłam, że spojrzycie na swoje kosmetyki inaczej, cieplej, z fascynacją.

Lubicie kosmetyki marki INGLOT? Jakie są Wasze ulubione produkty? A może coś się u Was nie sprawdziło? Piszcie w komentarzach, czy mój wpis okazał się ciekawy! ;)

37 komentarzy:

  1. Moimi ulubionymi kosmetykami tej marki są pigmenty oraz niektóre cienie o wykończeniu Double Sparkle, AMC Shine i Pearl:).
    Muszę jeszcze sprawdzić jakość nowej serii matowych cieni, bo słyszałam, że są o wiele lepiej napigmentowane i mają jedwabistą, a nie kredową formułę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pigmentów jeszcze nie miałam okazji spróbować, ale muszę nadrobić, bo słyszałam o nich wiele dobrego ;)
      O nowych cieniach również słyszałam, chyba nawet ostatnio były dostępne w gazecie :P

      Usuń
  2. Podobają mi się bardzo kosmetyki marki Inglot.
    Z pewnością muszą być bardzo dobre. Kiedyś miałam błyszczyk i go uwielbiałam.
    Nic, tylko próbować czegoś nowego niebawem ;)
    Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam wypróbować nowości ;)
      Nowe produkty Inglot są godne zainteresowania ;)

      Usuń
  3. Mnie ciekawi jak wygląda ta pomadka na ustach bo kolor wydaje się fajny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kredka? ;P Przepraszam za brak zdjęć na moich ustach, ale taka ze mnie słaba blogerka ;)) Moim zdaniem na każdych ustach będzie wyglądać inaczej, to zależy od koloru naszych ust.

      Usuń
  4. Produkt tej marki wyglądają na prawdę ładnie, nie znam tej marki, ale wygląda zachęcając. Piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam ciepło naszego Inglota powszedniego ;)

      Usuń
  5. Z przyjemnością używam bazy pod cienie Eye Shadow Keeper i konturówki do brwi w żelu o nr. 16 :) Muszę się skusić na jakieś cienie bowiem od lat nie używałam Inglotowskich cieni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę,że podzielasz również moją sympatię do bazy i pomady ;)
      Oj tak cienie mnie również kuszą, ale kupiłam ostatnio kilka palet i mam chyba dość jak na razie ;P

      Usuń
  6. Wstyd przyznać ale chyba nie używałam żadnych produktów Inglot jeszcze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że może będzie okazja jeszcze nadrobić ;))

      Usuń
  7. Miałam kilka rzeczy z Inglota, lakier do paznokci, cienie jak i eyeliner w słoiczku. Muszę jednak przyznać że lakier lipa, eyeliner się rozmazywał i cenie różniły się od siebie jakością. Po latach wróciłam tylko do cieni ale też zakupiłam tylko trzy sztuki z kolekcji What a Spice!.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak ta cienie z tej najnowszej kolekcji? Ciekawią mnie :))

      Usuń
    2. Mam tylko maty ale przyjemne są chociaż się osypują ;).

      Usuń
  8. Cieni z Inglota nie cierpię, wyrzuciłam już chyba wszystkie, jakie miałam ;) Uwielbiam za to ich słynny puder do modelowania 505, akurat dziś zaczęłam bodajże piąte opakowanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha to widzę, że masz podobnie jak ja. Ja jeszcze mam kilka sztuk cieni (jak widać) ale chyba muszę je niedługo wyrzucić ;)
      Z tej serii mam puder do modelowania 514 i zakochałam sie z nim <3
      Czyli wychodzi na to, że Inglot ma bardzo zróżnicowane produkty ;)

      Usuń
  9. Przyznam szczerze, że z Inglota miałam tylko jedną rzecz, a tak naprawdę miała ją moja mama. Był to lakier do paznokci, który wytrzymał ponad... dwadzieścia lat! I mówię to całkiem poważnie. Mama kupiła go w młodości, a potem nawet ja nim paznokcie malowałam. Ostatecznie została resztka na dnie i skończył w koszu. Chcę kiedyś nieco bliżej poznać markę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lakier, który wytrzymał tyle lat? To niesamowite! Może to był ich słynny lakier oddychający, oddychał to przeżył ;P

      Usuń
  10. Bardzo lubię Inglot, korzystam m.in. z ich duraline i pigmentów, kosmetyki są super i lubię do nich wracać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pigmenty musze kupić ;)
      Duraline miałam, ale rzadko z niego korzystałam, jakoś nie znalazłam na niego zastosowania w moim makijażu ;)

      Usuń
  11. Nigdy nie miałam nic z inglota ;) podoba mi się to samodzielne łączenie palet :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś uda Ci sie skomponować swoją własną paletkę ;)

      Usuń
  12. Lubię kosmetyki marki Inglot. Obecnie mam kilka cieni do powiek i pomadę do brwi. Ale zastanawiam się jeszcze nad tą Flexi Eco Palette, aby schować w niej różne pojedyncze cienie, które mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paletę gorąco poleca, jest lekka, poręczna i bardzo przyjemna dla oka ;)

      Usuń
  13. Mnie aż głupio, ale nigdy nie miałam kosmetyków z Inglota. Może też dlatego, że mało używam kolorówki. Ale powinno się wspierać polskie marki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś coś wpadnie do Twojej kosmetyczki ;)
      To dokładnie robię, wspieram je cały czas, charytatywnie ;P
      Buziaki ;*

      Usuń
  14. Śliczne ja też przetestowałam kilka produktów tej marki i ogólnie jestem zadowolona <3 Może wzajemna obserwacja?
    Klaudiaonelive Blog<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że produkty Inglot Ci podpasowały ;)

      Usuń
  15. A ja lubię cienie z Inglota, chociaż nie mam ich dużo. Ale lepiej mi się z nimi pracuje niż np z cieniami Zoeva. Te drewniane paletki są piękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to właśnie stałam się właścicielką Zoeva Cocoa Blend - będę porównywać ;)

      Usuń
  16. Bardzo ciekawa historia firmy. O części rzeczy wiedziałam, ale nie o wszystkim :) Ich baza pod cienie jest fenomenalna, moja ulubiona ze wszystkich :) Z cieniami mam też właśnie problem. Nie czuję super hiper jakości w odniesieniu do ceny, są takie nijakie. By uzyskać ładny pigment, musiałam wklepywać intensywnie palcem... Mam tylko kilka, ale nie szaleję z zachwytu. Podobno też co odcień, to inaczej. Oszukistko! Przy pomadzie do brwi jest mowa o innym pędzelku, a inny na zdjęciu, no jak to tak? :D Pomada jest, uważam, świetnej jakości, natomiast ja średnio za nią przepadam bo jest dla mnie trudna w obsłudze. Łatwiej mi się maluje cieniami. Ale to tylko kwestia mojego braku zdolności, a nie tego, że z produktem jest coś nie tak. Piękna jest ta Twoja bambusowa paletka z zawartością :) Też miewam czasem kaca pozakupowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że cienie z kolekcji What Spice z Inglot są dobrej / lepszej jakości, ale jakos nie chce mi się sprawdzać 😉
      Kurde z tym pędzlem, myslałam, że nikt się nie skapnie 😂 Pewnie był brudny i użyłam tego z Primarka, króry nadaje się jedynie do pozowania na zdjęciach. Ale wezmę to pod uwagę i poprawię się w przyszlości 😉
      Pomada poprzez swój kolor zdobyła moje serce i to, że nawet na końcówkach brwi trwa cały dzień. Czesto mialam tak, że wracałam do domu z 2/3 brwi 😂
      Ta paletka to coś z czego jestem dumna i bede sie nia chwalić, aż wszystkim zbrzydnie. To nie jest zakup w stylu „a kupie no ladne do zdjec na insta” ja jej naprawde codziennie używam!
      Oj z kacem pozakupowym to ja mam problem, bo zimowum, eleganckim płaszczu, który kupiłam w tym roku, byłam tydzień chora :D Był niebotycznie drogi! 😩
      Pracujesz nie świętujesz?! 😉

      Usuń
    2. Nooo ja też jakoś nie bardzo mam chęć :P
      Hahaha moje bystre oko zobaczyło :D Nie no coś Ty, przecież żartowałam :*
      Rozumiem, faktycznie trwałość to jej atut :)
      Nie dziwię się, chwal się chwal bo jest czym! :)
      Hehehe ważne, że na pewno jest piękny :) :*

      Usuń
  17. z inglota kupowałam kiedys duzo lakierow byly nie drogie a bardzo dobre nie wiem jak teraz. nadal sie zachwycam Twoja paletka jest fantastyczna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lakierów z Inglota nigdy nie miałam ;)
      Paletę polecam i polecać będę ;)

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz, sprawiasz mi nim ogromną przyjemność oraz motywujesz do dalszego działania.
Na każdy komentarz staram się odpowiadać.
Zachęcam Cię również do obserwowania mojego bloga oraz śledzenia mojego profilu w aplikacji Instagram.