#Smartshopping cz. 2 Blogerki polecają pięć tanich i dobrych kosmetyków


Cześć! Jak się macie? Jak ten tydzień szybko zleciał. Dziś przychodzimy do Was z drugą częścią naszej serii #Smartshopping i tym razem będziemy Wam polecać tanie i dobre, warte zakupu kosmetyki. Żeby było trudniej zdecydowałyśmy, że będą to produkty do 30 złotych! Ja dodatkowo postanowiłam, że chciałabym Wam pokazać głównie kosmetyki polskich marek! Mogłoby się wydawać, że wybór będzie ciężki, ale z pomocą przyszły mi moje własne wpisy, czyli posty z kategorii Ulubieńcy. Nie chciałam Wam pokazywać kosmetyków totalnie przypadkowych i zdecydowałam się na takie, które już na blogu gościły. To tym bardziej świadczy o tym, że jeżeli poświęciłam im osobną recenzję, to są warte zainteresowania. Są to również produkty, po które sięgam regularnie i do których często wracam. Produkty, które mimo swojej niskiej ceny zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Produkty, o których często mówię i polecam nie tylko na blogu! Jeżeli czytacie mojego bloga od dłuższego czasu, to pewnie doskonale wiecie, że kocham polskie, naturalne produkty w dobrej cenie. Czasami zdarzy mi się skok w bok, ponieważ w swojej pielęgnacji wciąż lawiruję pomiędzy tanimi kosmetykami, a tymi z wyższej półki. Jednak nasze, polskie, naturalne perełki są najbliższe mojemu sercu. Dziś zapraszam Was na moje top 5 tanich i dobrych, polskich kosmetyków!

Biovax, Glamour Diamond, odżywczy OleoKrem do włosów

Biovax Glamour Diamond odżywczy OleoKrem do włosów oleje amazońskie Babassu i Pequi, Oleokrem diamond, Oleokrem biovax, oleokrem Lbiotica,

O Oleokremie pisałam Wam już przy okazji ostatnich ulubieńców grudnia i stycznia (klik) i w tej kwestii nadal nic się nie zmieniło! Bardzo polubiłam ten produkt i cały czas z chęcią po niego sięgam, a moje włosy go pokochały. Był ratunkiem dla moich włosów podczas zimowych miesięcy, gdy moje kosmyki od częstych zmian temperatury, niekorzystnych warunków atmosferycznych i ogrzewania stały się suche, szorstkie oraz zaczęły się elektryzować. Oleokrem poradził sobie z tym wszystkim doskonale, wygładził i wyjarzmił włosy, zniwelował elektryzowanie. Końcówki były wreszcie miękkie, błyszczące i dodatkowo chronione przed działaniem czynników zewnętrznych. Oleokrem to moim zdaniem taka bardzo gęsta i skoncentrowana odżywka bez spłukiwania ułatwiająca rozczesywanie. Ja stosuję go na dwa sposoby: nakładam odrobinę na mokre włosy po umyciu lub na suche włosy po wysuszeniu w celu ich wygładzenia. Czasem (podczas wyjazdów) stosuję te dwa sposoby na raz i jeszcze nie udało mi się z nim przesadzić i obciążyć moich włosów. Oczywiście aplikuję naprawdę malutką porcję kremu, tutaj trzeba wyczuć jaka ilość będzie najbardziej odpowiednia. Dzięki temu kosmetyk ten jest niezwykle wydajny, używam go od początku grudnia i nie ubyło go praktycznie wcale. Zapach tego kremu do włosów jest wręcz obłędny! Przypomina mi eleganckie, subtelne, kobiece perfumy, co jeszcze bardziej uprzyjemnia mi używanie tego kosmetyku. Aromat utrzymuje się jakiś czas na włosach, ale jest bardzo nienachalny. Tak więc, jeżeli szukacie czegoś, co dodatkowo wygładzi, delikatnie nawilży i zabezpieczy Wasze włosy, to Oleokrem jest idealnym wyborem i dostaniecie go praktycznie w każdej drogerii. W Rossmann kosztuje obecnie 19,99 zł i możecie go dodatkowo zakupić w aktualnej promocji na kosmetyki do włosów 2+2! (; 


Nacomi Mus do Ciała Wygładzający - Borówka

Nacomi Mus do Ciała Wygładzający - Borówka, mus do ciała borówkowy,

Ten mus (mus)iał się znaleźć w tym zestawieniu! Chyba był pierwszym produktem, o którym pomyślałam przygotowując kosmetyki do tego wpisu. Te wspaniałe, odżywcze balsamy już pojawiały się na blogu. O wersji ciasteczko mogliście przeczytać tutaj, natomiast o marce Nacomi powstał cały osobny post (klik). Zwróciłam tam uwagę na to, że dostępne w drogerii Kontigo produkty Biolove są wytwarzane przez tego samego producenta co Nacomi, czyli przez zakład w Węgierskiej Górce. Produkowane są tam również kosmetyki Bioamare. Więc jeśli używacie obecnie musu z Biolove, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że są to te same produkty (skład musu borówkowego tych dwóch firm jest identyczny). Ja posiadam ten mus jeszcze w starym opakowaniu i w mniejszej pojemności (obecnie ma 180 ml). Jednak wciąż, patrząc na składniki, jest to ten sam, fantastyczny balsam do ciała o wyśmienitym zapachu. Kocham go za to, jak dogłębnie działa na moją skórę. To dzięki tym musom poznałam, co to znaczy prawdziwe nawilżenie i odżywienie, nie tylko takie do następnej kąpieli. Jestem posiadaczką bardzo suchej skóry, co zimą szczególnie mi doskwiera, dlatego długo poszukiwałam czegoś, co przyniesie jej ulgę. Ten produkt poprzez swój bogaty, olejkowy skład nadaje się do tego idealnie. Puszysty mus rozpuszcza się pod wpływem ciepła dłoni i naszego ciała i zamienia się w olejek, który gładko rozprowadza się na skórze. Nie wchłania się do końca i pozostawia lekki film, dlatego ja najbardziej lubię stosować go wieczorami, po kąpieli na rozgrzane ciało. Następnie zakładam piżamkę i kładę się spać pachnąc jak soczysta boróweczka (; Rano skóra jest niesamowicie miękka, gładka i ujędrniona. Wszelkie zaczerwienienia i podrażnienia są zniwelowane. Uczucie nawilżenia nie znika nawet po porannym, szybkim prysznicu, co jest dla mnie niezwykłe. Cena tych smakowitych musów, w zależności od miejsca lub marki (Nacomi, Biolove), waha się w granicach 25-27 zł. Jeśli macie suchą skórę, zwłaszcza teraz po zimie i szukacie nawilżającej, odżywczej bomby, to musicie koniecznie spróbować tych musów do ciała.


Sylveco odżywcza pomadka z peelingiem

Sylveco odżywcza pomadka z peelingiem, peeling do ust,

Czyli must have w mojej kosmetyczce. O niej również pisałam w osobnym wpisie poświęconym produktom do pielęgnacji wrażliwych ust (klik). Od tamtej pory, mimo że poznałam wiele innych, fantastycznych produktów do ust, moja sympatia do tej pomadki nie zmalała i z czasem doceniłam ją jeszcze bardziej. Peeling jest bardzo ważną częścią mojej pielęgnacji, regularnie złuszczam swoje ciało, twarz, skórę głowy, no i usta (: Przed okryciem tej pomadki moje usta w sezonie jesienno-zimowym były obrazem nędzy i rozpaczy: suche, popękane, przesuszone kąciki i nawracające zimno... Odkąd włączyłam ten produkt do swojej pielęgnacji i systematycznie go używam moje usta są w o wiele lepszej kondycji! Są wyczuwalnie gładsze, jędrniejsze (lepiej ukrwione), mają ładniejszy kolor, pozbyłam się również suchych, odstających skórek. Szminki prezentują się teraz na ustach znacznie lepiej. Zapomniałam też o suchych, czerwonych kącikach i opryszczce! Podoba mi się delikatnie migdałowy zapach i smak tego peelingu oraz jego wygodna forma wykręcanego sztyftu. Dzięki zawartości cukru trzcinowego peeling z użyciem tego produktu jest skuteczny, ale jednocześnie delikatny. Używam go rano, podczas porannej pielęgnacji i wieczorem przed pójściem spać. Moje usta przyzwyczaiły się już do regularnego peelingu i kiedy nie mam go przy sobie czuję, że z dnia na dzień stają się suche i spierzchnięte. Przy moich wrażliwych ustach ten produkt stał się podstawą mojej pielęgnacji! Przystępna cena jest również zaletą tego produktu, ponieważ za ten peeling do ust zapłacimy w drogerii jedynie 12 zł! Za taką cenę i za to fantastyczne działanie powinien znaleźć się w każdej kosmetyczce. Od niedawna dostępna jest również wersja miętowa, po którą chętnie sięgnę latem (:


Czerwona glinka

czerwona glinka, maseczka z czerwoną glinką, maseczka z czerwoną glinką przepis,

Czy są na sali jakieś fanki maseczek? Widzę las rąk! A najlepsze maseczki to takie, które robimy sobie same w domu ze znanych nam składników. Czerwona glinka, ogólnie glinki, niezależnie jakiej marki, nie są drogie. Akurat tą zakupiłam w Rossmann za około 13 zł. Maseczki z glinką mają bardzo dobroczynny wpływ na naszą skórę, działają detoksykująco, oczyszczająco, wygładzająco i zawierają wiele mikro- i makroelementów przyjaznych dla naszej cery. Moją ulubioną jest jak dotąd glinka czerwona, ponieważ "czerwona glinka jest najlepsza na naczynka" (; Na rynku znajdziemy wiele rodzajów glinek i na pewno każda z nas znajdzie odpowiednią dla siebie i do swoich potrzeb. Maseczkę z czerwonej glinki stosuję z powodzeniem w pielęgnacji mojej naczynkowej cery. Żałuję, że tak późno odkryłam ten szybki i prosty sposób na ich wyciszenie. O mojej ulubionej recepturze pisałam Wam już tutaj, najczęściej łączę ją z olejkiem z dzikiej róży, wodą różaną i, w zależności od stanu mojej skóry, dodaję czasem olej awokado albo jojoba. Po tej masce moja twarz jest rozjaśniona, wyciszona i niesamowicie gładka. Przy regularnym stosowaniu tej maski zauważyłam dużą poprawę stanu mojej cery. Przyznam, że bardzo polubiłam to samodzielne przygotowywanie glinki, mieszanie i odmierzanie. Jest w tym coś przyjemnego (; Maska z glinki stała się również częścią mojego domowego spa, zawsze przed jej nałożeniem wykonuję peeling, a po zmyciu glinki lubię położyć na twarz nawilżającą maskę w płachcie. Po tych zabiegach moja twarz jest jak nowa! Sama świadomość tego, że wiem co dokładnie nakładam na twarz i sama dobieram sobie składniki maski sprawia, że praktycznie nie kupuję już gotowych, glinkowych maseczek. Tak więc gorąco polecam Wam glinki, kosztują grosze, a można dzięki nim naprawdę poprawić stan skóry. Posiadaczkom cery naczynkowej szczególnie polecam tą czerwoną lub różową (połączenie czerwonej i białej w proporcji 1:2).


Vianek odżywcza maska do włosów

Vianek odżywcza maska do włosów, vianek maska do włosów, odżwycza maska do włosów,

Ta maska do włosów również była już w ulubieńcach (klik) (; Wychodzi na to, że te produkty to moja złota piątka, sami faworyci! Ta maska jest moim bohaterem zimy, ponieważ pomogła moim włosom przetrwać ten najcięższy okres w roku. W mojej pielęgnacji włosów bardzo ważna jest równowaga PEH, czyli protein, emolientów i humektantów. Jednak czasami potrzebują o wiele więcej jednych składników niż tych pozostałych i zimą dopraszają się szczególnie o emolienty z dodatkiem humektantów. Zmieniam wtedy pielęgnację na cięższą, bardziej otulającą i ochronną. Nawet jeżeli włosy po tych produktach są lekko obciążone - nie szkodzi. Przy następnym myciu będą wyglądać jak trzeba. Tej zimy sięgnęłam właśnie po tę mocno odżywczą maskę i to był strzał w dziesiątkę! Maska jest bardzo gęsta, treściwa i totalnie nie nadaje się do nakładania na włosy po umyciu! Ja aplikuję ją na suche włosy przed myciem od ucha w dół na te najbardziej przesuszone, szorstkie partie. Trzymam ją na głowie chwilę, w zależności od tego ile mam czasu, następnie myję włosy jak zawsze i wychodzi wtedy coś w rodzaju oczyszczania metodą OMO (odżywa/maska-mycie-odżywka). Po wysuszeniu włosy są niezwykle miękkie i wygładzone, układają się wzorowo. Końce wyglądają jak po wizycie u fryzjera. Efekt ten opisałabym nawet jak taki po olejowaniu dobrym olejem. Ta maska gwarantuje u mnie good hair day, jednak stosuję ją jedynie raz w tygodniu, ponieważ przy większej częstotliwości mogłaby niepotrzebnie obciążyć moje cienkie i delikatne włosy i na pewno nie dawałaby tak spektakularnych efektów. Efekt na włosach utrzymuje się jeszcze po kilku kolejnych myciach, więc nie jest to zwykła maska kondycjonująca. Wisienką na torcie jest boski, ciepły zapach, który bardzo długo utrzymuje się na kosmykach. Po użyciu tej maski nie mogę przestać dotykać i wąchać moich włosów (; To cudo kosztuję tylko 20 zł i można ją kupić nawet w Rossmann. Jeżeli Wasze włosy są zniszczone, potrzebują solidnego odżywienia i wygładzenia, to warto zaopatrzyć się w tę maskę, bo być może u Was sprawdzi się równie dobrze jak u mnie!

I to były już wszystkie tanie i dobre produkty, które szczególnie polecam! 
Zajrzyjcie również do dziewczyn, które razem ze mną biorą udział w akcji #Smartshopping, a już w następny czwartek przyjdziemy do Was z trzecim i ostatnim wpisem z tej serii!




A jakie są Wasze tanie i dobre kosmetyczne perełki do 30 złotych? Jestem bardzo ciekawa Waszych propozycji!

1 komentarz:

Dziękuję za Twój komentarz, sprawiasz mi nim ogromną przyjemność oraz motywujesz do dalszego działania.
Na każdy komentarz staram się odpowiadać.
Zachęcam Cię również do obserwowania mojego bloga oraz śledzenia mojego profilu w aplikacji Instagram.