#Smartshopping. Karty lojalnościowe i promocje, czyli blogerki na zakupach


Witajcie Kochani! Dziś, wraz z innymi, wspaniałymi blogerkami, przychodzimy do Was z pierwszym wpisem serii #Smartshopping, czyli, jak sama nazwa wskazuje, będziemy opowiadać o racjonalnych zakupach i dzielić się z Wami naszymi doświadczeniami w tej kwestii. Może się to wydawać szczytem hipokryzji, ponieważ niejeden haul zakupowy opublikowany na blogu lub Instagramie kosmetycznej blogerki wywołuję ból głowy i wątpliwości ("co Ona z tym zrobi? Chyba będzie to piła") u reszty społeczeństwa. (: Z drugiej zaś strony zakupy w życiu blogerki są bardzo istotne i nieodłączną częścią jej pracy. W kolorowym, kosmetycznym świecie przemyślane, rozsądne zakupy stają się czymś naprawdę trudnym, ponieważ wszędzie napotykamy pokusy. Zachętą do następnych, niekoniecznie potrzebnych, zakupów może być ciekawa recenzja na blogu koleżanki, chęć wypróbowania świeżutkich nowości na rynku albo zwykłe pragnienie sprawienia sobie przyjemności po ciężkim dniu. Żeby wyłowić z oceanu ofert najlepsze perełki w korzystnej cenie trzeba się mocno postarać! I tutaj przychodzą Nam z pomocą różnego rodzaju akcje promocyjne, karty lojalnościowe i wyprzedaże. Czy warto z nich korzystać? Czy faktycznie można dzięki nim zaoszczędzić pieniądze? Lub może to kolejny motyw do zakupów? W tym poście opowiem Wam jak to u mnie wygląda i jak to zrobić, żeby nie utonąć w morzu kosmetyków, bez potrzeby rezygnacji ze swoich pasji, czyli miłości do produktów pielęgnacyjnych i makijażu. Zapraszam!


Zanim udamy się na zakupy. Lista potrzeb


Lista potrzeb, inaczej nazywana też listą must have, zakupową, chciejlistą. Jakkolwiek by się nie nazywała, jest to bardzo pomocna metoda w planowaniu przyszłych zakupów. Na takiej liście znajdują się głównie produkty, które bardzo chcemy sprawdzić i przetestować. Nie ma na niej miejsca dla przypadkowych kosmetyków. Taką listę możemy sporządzić w notatkach w telefonie, na komputerze, w kalendarzu, ale też w głowie. Ja właśnie bardzo często tak postępuję i staram się tej listy trzymać. Jest jak moje małe koło ratunkowe, które nie pozwala mi pójść na samo dno podczas szalonych promocji. Dzięki takiej rozpisce dokładnie wiem, jakich kosmetyków potrzebuję i co chciałabym zakupić w następnej kolejności. Staram się nie iść na ustępstwa, ponieważ wtedy to nie będzie zgodne z listą i zaburzy cały porządek, a przede wszystkim postąpię wbrew samej sobie i będę czuła się winna i zła, że dałam się skusić. Taka lista to również wspaniały trening asertywności, ćwiczenie w mówieniu "nie". Paradoksalnie najtrudniej jest powiedzieć samemu sobie "nie, nie potrzebuję tego" i po prostu wyjść ze sklepu. Sytuacja staje się jeszcze trudniejsza, gdy wokół szaleją gigantyczne promocje i wszystkich nagle ogarnia szał zakupowy i owczy pęd. Na blogach pojawiają się poradniki co należy kupić, a następnie fotorelację z udanych łowów. Ciężko nie ulec. Tutaj oprócz listy warto też wiedzieć co mamy, co posiadamy w toaletce. Czy potrzebna nam kolejna czerwona szminka, jeśli i tak nosimy ten kolor tylko na większe wyjścia? Dzięki stanowczemu "nie" możemy faktycznie zaoszczędzić. Bardzo lubię takie powiedzenie ze znanej reklamy "oszczędzanie przez wydawanie", bo czy faktycznie kupując coś na promocji wydajemy mniej pieniędzy? Często jednak zdarza się tak, że w naszym koszyku ląduje jeszcze kilka innych rzeczy, bo tanio, bo się opłaca. Ja bardzo długo walczyłam ze sobą i z takim schematem myślenia. W kryzysowej stacji warto zadać sobie kilka podstawowych pytań: "Jeśli jest tanio, to czy ja faktycznie tego teraz potrzebuję? Czy jutro zamkną wszystkie sklepy, lub czy dany kosmetyk będzie już niedostępny? Czy kupiłbym ten produkt bez promocji? Czy mój budżet pozwala na ten wydatek?". Całkowicie inaczej możemy postąpić, jeżeli wymarzony kosmetyk z naszej listy znajduje się właśnie w promocji! Myślę, że do łowienia dokładnie takich perełek warto czekać na promocje i śledzić działania sklepów. Takiego zakupu możemy dokonać bez zbędnych wyrzutów sumienia i przyniesie on nam jeszcze więcej satysfakcji. Wtedy jeden kosmetyk jest wart więcej, niż wiele przypadkowych. Na pewno dokładnie wiecie co mam na myśli ;). 


W Rossmann za połowę ceny?


Fenomen promocji -49% w Rossmann interesuje mnie już od kilku lat. Teraz możemy również korzystać z aplikacji mobilnej w Klubie Rossmann i zbierać punkty, które pewnie niebawem będziemy mogli wykorzystać. Dla Klubowiczów drogeria ta przygotowuje cyklicznie olbrzymie promocje, które dochodzą nawet do -55%, co jest raczej rzadkością w naszych sklepach. Ta promocja to prawdziwa gratka dla każdej prawdziwej łowczyni, wiele osób wyczekuje tej promocji tworząc z wyprzedzeniem listy zakupowe. Ale czy w Rossmann, podczas tak olbrzymiej obniżki, faktycznie oszczędzamy? Na wielu produktach zdecydowanie tak, zwłaszcza tych tańszych marek. Jednak ja sama już nie raz przekonałam się, że drogeria Rossmann ma zawyżone ceny, głównie kosmetyków kolorowych. Przykładowo tusz do rzęs z L'Oreal kosztuje obecnie w Rossmann 61,39 zł, a w innej drogerii internetowej możemy go zakupić praktycznie za połowę ceny, czyli za 33,49 zl lub taniej. Nawet biorąc pod uwagę koszty wysyłki (w tym przypadku 6 zł), to i tak bez promocji oszczędzany ponad 20 zł. Oczywiście na promocji -55% ten sam tusz kosztuje jedynie 28 zł, co zapewne jest powodem tej euforii i szału przed szafami z kolorówką w Rossmann. Zauważyłam również, że drogeria ta bardzo często, zaraz przed startem promocji, podnosi ceny regularne kosmetyków, odrobinę, o kilka złotych i nie są to jedynie moje własne spostrzeżenia. Dodatkowo biorąc pod uwagę atmosferę w sklepie podczas tej promocji, wyścigi i przepychanki (niektórzy to lubią, adrenalina (; ), wymacane, pootwierane produkty, to o wiele bardziej skłonna jestem zakupić ten sam tusz online, dokładnie wtedy, gdy go potrzebuję i bez zmartwień o to, czy ktoś w drogerii malował nim rzęsy. Czy to jest zgodne z zasadami #Smartshopping, czyli rozsądnych zakupów? Przecież nie oszczędziłam, a wręcz straciłam na tym zakupie. Moim zdaniem tak. Postąpiłam zgodnie z własnymi zasadami, zakupiłam produkt, którego faktycznie potrzebuje, nie stworzyłam niepotrzebnych zapasów. Sama po sobie wiem, że podczas szalonych dni w Rossmann kupowałam często wiele kosmetyków na później, które następnie bardzo długo czekały na swoją kolej, na użycie, a w efekcie też zwykle o nich zapominałam. Przestałam więc uczestniczyć w tej, wydawałoby się, korzystnej promocji. Natomiast jeśli na Waszych listach zakupowych widnieją produkty, które podczas promocji w Rossmann naprawdę opłaca się kupić, to kulturalnie i bez stresu można wtedy podążyć do drogerii. Warto jednak wcześniej sprawdzić, czy rzeczywiście gdzieś nie można tego samego produktu dostać taniej. Ciekawi mnie, jakie jest Wasze podejście do tej promocji ;). 


Karty lojalnościowe. Niepotrzebny plastik? Aplikacja Stocard


Obecnie praktycznie w każdym sklepie zachęcają nas do zakładania kart lojalnościowych. Bez tego czasem ani rusz, kilka razy miałam już taką sytuację, w której na szybko zakładałam przy kasie kartę, ponieważ nie obejmowała mnie żadna promocja (Deichmann). Jest to nawet mała nietolerancja ze strony sklepów (nie jesteś w naszym Klubie, zapłać więcej), ale też, z punktu widzenia sklepu, rozumiem ich politykę. Wszędzie tworzą się teraz małe społeczności, a klienci należący do klubu zniżkowego czują się niejednokrotnie wyróżnieni i bardziej skłonni do zakupów. Częściej sprawdzają promocje w danym sklepie i korzystając z nich wydają w tych sklepach więcej pieniędzy niż w innych. Zauważyliście tą zależność? Ja ostatnio coraz rzadziej korzystam z lojalnościówek, w pewnym momencie zaczęły mi nawet ciążyć w portfelu (musiałabym mieć na nie osobny). Uratowała mnie fantastyczna, darmowa aplikacja Stocard, dzięki której pozbyłam się wreszcie tego całego plastiku i mogę mieć wszystkie moje karty w jednym miejscu. Po prostu skanujemy w aplikacji, podobnie jak w sklepie, kod kreskowy z karty za pomocą aparatu naszego telefonu i dana karta wskakuje do naszego mobilnego portfelika. Kiedy chcemy jej użyć, musimy otworzyć aplikację i kliknąć w wybraną kartę, gdzie znajduje się kod kreskowy naszej karty gotowy do zeskanowania podczas zakupów. Aplikacja ta posiada też system lokalizacji (Asystent karty), który przypomina o użyciu karty w pobliżu wybranych sklepów. Znajduję się tam również zakładka Oferty, w której są aktualne gazetki promocyjne i informacje o obniżkach. Z aplikacji tej możemy korzystać nie tylko w Polsce, ale też za granicą, ponieważ czyta ona karty z regionów, które sami wybieramy (jak u mnie Polska i Austria). Moim zdaniem to fenomenalne rozwiązanie, które może ułatwić codzienne zakupy. Przecież telefon zawsze mamy przy sobie, prawda? 
Tak jak wspominałam wcześniej, osobiście coraz rzadziej korzystam z kart, niby nabijam przy każdym zakupie jakieś punkty, ale czy idą za tym jakieś konkretne promocje, czy oszczędzam dzięki tym kartom pieniądze? Najmilej wspominam Klub Lifestyle z Super-Pharm, faktycznie niejednokrotnie korzystałam w tej drogerii z zorganizowanych dla posiadaczy kart promocji i często wykorzystywałam swoje punkty i wymieniałam je na produkty lub nimi dopłacałam. Przez jakiś czas Super-Pharm była moją ulubioną drogerią ;). Cieszę się więc, że Rossmann wreszcie zastosował u siebie podobne rozwiązanie, ale jak to będzie wyglądało w praktyce? Zobaczymy. Posiadam wiele kart, lecz nie widzę żadnych korzyści płynących ze skanowania ich przy każdych zakupach. Niby coś zbieram, jakieś punkty, ale pewnie zanim zdążę je wykorzystać, to już przepadną ;). Nie pamiętam kiedy ostatnio jakaś karta posłużyła mi do obniżenia ceny moich zakupów. Mam nadzieję, że u Was wygląda to lepiej i w kwestii zakupów, rabatów i płynących z nich oszczędności jesteście lepiej ogarnięci ode mnie, ponieważ ja zwykle nie mam czasu śledzić tych wszystkich promocji i nie jestem na bieżąco. Czasem mam wrażenie, że spędziłabym więcej czasu na wyszukiwaniu tych wszystkich ofert, niż na samych zakupach. 


Blogerka ≠ Smartshopping?


W którymś momencie mojego życia próbowano nawet zrobić ze mnie zakupoholiczkę, w pewnym sensie to ja sama gdzieś się pogubiłam. Zrobiłam więc sobie małą przerwę od zakupów i wróciłam z nowym systemem wartości, w którym rządzą jakość i moje obecne potrzeby. O ile w kwestii ubrań udało mi się jakoś opanować moje nadmierne zamiłowanie do zakupów, to rozpoczynając moją blogerską drogę wiedziałam, że może być mi trudno. Blogi teraz to piękne zdjęcia nowiutkich kosmetyków, gdzie dziewczyny prześcigają się w recenzjach nowości. Sama doskonale wiem, że posty z nowościami na rynku cieszą się największym zainteresowaniem. Jak sprawić, żeby nasze wpisy wciąż przyciągały czytelników, nie wydając przy tym fortuny na rzeczy, których i tak w rzeczywistości nie będziemy regularnie używać? Chyba nie ma nic gorszego jak kupowanie produktów pod recenzje i wydaje mi się, że w ten sposób bardzo łatwo można stracić równowagę. Kosmetyki w nadmiarze przestają nas cieszyć, a przecież większość blogów powstała z miłości do świadomej pielęgnacji i makijażu. Duża ilość zakupionych na promocji, dodatkowych produktów zaczyna nas przytłaczać. Kiedy tylko zauważymy, że zakupy zaczynają nas męczyć, zróbmy sobie przerwę i zakupowy detoks, to bardzo pomaga i pozwala również docenić to, co już mamy ;). Nagle zauważamy kolory szminek, które wcześniej ukrywały się gdzieś na dnie szuflady, odkrywamy rewelacyjny korektor, który od pół roku czeka na swoje użycie. 
Do czego dążę? Po pierwsze, prowadząc bloga wciąż pozostańcie sobą, ponieważ Wasz blog to Wy. Kupujcie i testujcie produkty, które faktycznie Was interesują i sprawdzają się w Waszej pielęgnacji, a dodatkowo wzbogacą Wasze treści na blogu, tak jak rewelacyjny tonik poprawił jakość Waszej pielęgnacji. 
Po drugie, na promocjach można zaoszczędzić, ale można też, całkowicie nieświadomie, stracić. Warto podchodzić do nich z rozsądkiem, nawet jeżeli wydaje nam się, że zrobimy deal życia. Wyprzedaże mają sens jedynie wtedy, gdy konkretnie wiemy czego potrzebujemy i kupujemy to, co faktycznie wykorzystamy w swojej pielęgnacji i makijażu. 
Oczywiście nie jest to zadanie łatwe, zwłaszcza gdy jest się blogerką, ale warto ćwiczyć się w tej sztuce rozsądnych zakupów. Nasza świnka skarbonka (w moim przypadku słoń skarbonek) będą Wam za to dozgonnie wdzięczne ;).

Korzystając z okazji, chciałabym złożyć wszystkim moim Czytelniczkom serdeczne życzenia z okazji Dnia Kobiet! 
Dziewczyny, Kobiety, pamiętajcie o sobie na co dzień, a nie tylko od święta! 
Realizujcie się, rozwijajcie swoje pasje, dbajcie o siebie!  
Bądźcie dla siebie dobre i wyrozumiałe!
Pewna swoich sił, spełniona kobieta jest najpiękniejsza, a jej piękno widzą wszyscy i nie chodzi tu jedynie o to, co widoczne na zewnątrz (;


PS. Z okazji Dnia Kobiet wiele sklepów przygotowało dla Nas promocje lub kody rabatowe, m.in.: Fridge, Clochee, Fresh and Natural, Anwen Kosmetyki, Glamshop, Kontigo i wiele, wiele innych ;) Warto sprawdzić ich konta na Instagramie i strony na Facebook'u. Możecie w ten sposób uczcić ten dzień, ale pamiętajcie, żeby zrobić to z rozsądkiem w stylu #Smartshopping ;) 

Zapraszam Was również do dziewczyn, które razem ze mną biorą udział w akcji #Smartshopping i na kolejny wpis z tej serii już za tydzień!

Dajcie koniecznie znać w komentarzach, jakie jest Wasze podejście do zakupów, wyprzedaży, promocji i kart lojalnościowych!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz, sprawiasz mi nim ogromną przyjemność oraz motywujesz do dalszego działania.
Na każdy komentarz staram się odpowiadać.
Zachęcam Cię również do obserwowania mojego bloga oraz śledzenia mojego profilu w aplikacji Instagram.

Copyright © 2016 Hellojza About Beauty , Blogger