Ulubieńcy lutego ♥ i jedno rozczarowanie


Lepiej późno niż wcale, no i nigdy nie jest za późno na ulubieńców (: Zwłaszcza takich, jakich mam Wam do pokazania dzisiaj. To już chyba ostatnie kosmetyki, które umilały mi zimowe miesiące, ponieważ zaraz, mam nadzieję, przywitamy wiosnę! Już nie mogę się doczekać tych chłodnych poranków i nieśmiałych promieni słońca, wiosennych kwiatów. Oh rozmarzyłam się... Bez zbędnych ceregieli zapraszam Was na ulubieńców lutego, ponieważ oni sami się nie przedstawią! 

 INGLOT Green HD Korygująca baza pod makijaż, H&M podkład ALL-DAY LIQUID FOUNDATION w kolorze Soft Sand, NYX HD Finishing Powder Puder Wykończeniowy, Odświeżająca mgiełka do twarzy – cera sucha i normalna, Pędzel Hakuro H63,

Zaczniemy od makijażu, ponieważ w ubiegłym miesiącu odkryłam kilka perełek. 
♥ INGLOT Green HD Korygująca baza pod makijaż. Bardzo długo szukałam porządnej, zielonej bazy, która ukryłaby moje zaczerwienienia, a jednocześnie przedłużyłaby trwałość makijażu. Zielony pigment zawarty w bazie miał też nie zmieniać koloru mojego podkładu. Punktowo używam zielonego korektora w kredce z Golden Rose, ale kiedy chcę, żeby mój makijaż był trwały i w jednolitym kolorycie, sięgam po tę bazę. Baza ma lekką konsystencję nawilżającego kremu, zaraz po aplikacji, kiedy się wchłania, widzę że skóra staje się delikatnie jaśniejsza. Podkład aplikuje się na nią doskonale, działa jak magnes przyciągający pigment. Makijaż trzyma się na niej bez zarzutu, cera jest jeszcze bardziej wygładzona i lekko nawilżona, dzięki czemu nie ma mowy o suchych skórach. Jeśli macie, tak jak ja, problem z naczynkami, to serdecznie polecam Wam tę bazę (: Na pewno ułatwi Wam codzienny makijaż.
♥ H&M podkład ALL-DAY LIQUID FOUNDATION w kolorze Soft Sand. Kiedy mój Revlon CS 150 po wyjęciu z szuflady okazał się trochę za jasny, poszukiwałam czegoś na już, na szybko, czegoś co mogę kupić na miejscu. W swoim filmie pokazywała go Maxineczka, a że akurat wybierałam się na zakupy odzieżowe, to pomyślałam, że zerknę. I wyszłam nawet z tym samym odcieniem podkładu i, w sumie, tylko z podkładem (: Podkład zachwycił mnie od pierwszego użycia! A przyznam, że się go bałam! Daje piękne, satynowe wykończenie i idealny poziom krycia na dzień! Twarz wygląda po nim świeżo, promiennie, idealnie, jak po obróbce w programie graficznym! Jest niewyczuwalny, zaraz po aplikacji delikatnie zastyga. Najlepiej wygląda aplikowany mokrą gąbką. Flawless Finish - idealnie opisuje efekt na twarzy po użyciu tego podkładu. Jest całkiem trwały, może się jedynie delikatnie ścierać na brodzie od szalika lub kurtki. Obecnie jest już lekko za ciemny, ale pięknie łączy się z mixerem z KOBO. Jego zaletą jest również bardzo bogata gama kolorystyczna, każdy znajdzie coś dla siebie. Ja mam przez niego ochotę na inne kosmetyki z H&M, bo jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona, a wręcz zszokowana jakością tego produktu!
♥ NYX HD Finishing Powder Puder Wykończeniowy znalazłam w jednym z zestawów prezentowych z NYX, które pokazywałam Wam tutaj. To słodki maluszek, który idealnie nadaje się w podróż i niestety w podróży lekko ucierpiał. Pokruszył się, ale szybko udało mi się go naprawić, nawet w warunkach polowych. Puder jest bardzo drobno zmielony, wręcz satynowy. Zaraz po nałożeniu lekko bieli, ale po chwili, zwłaszcza po spryskaniu mgiełką utrwalającą, idealnie scala makijaż i trzyma mat tam gdzie został położony, czyli głównie w strefie T. Nie jest to też rodzaj suchego matu, jako puder HD wygładza on delikatnie strukturę skóry dzięki zawartości drobinek odbijających światło. Buzia po potraktowaniu tym pudrem wygląda naprawdę bardzo ładnie i makijaż prezentuje się na niej bez zarzutu przez wiele godzin i jeszcze dłużej. Zawsze moim problemem była szybko "wyświecająca się" strefa T i musiałam robić w ciągu dnia poprawki. Ten puderek gwarantuje mi cały dzień w makijażu bez poprawek! Na pewno go sobie zachomikuję i będę używać głównie na problematyczne miejsca na twarzy (:
♥ Odświeżająca mgiełka do twarzy – cera sucha i normalna. Długo myślałam o tym produkcie, ponieważ nie lubię klasycznych utrwalaczy/scalaczy makijażu. Nie zauważyłam po nich też większej trwałości mojego makijażu. Potrzebowałam jednak czegoś, co ściągnie pudrowość z twarzy, połączy ze sobą wszystkie warstwy i nada cerze zdrowy, świeży wygląd, lekki blask. Ta mgiełka właśnie to robi! Ma fajne, małe opakowanie - idealne do podróżnej kosmetyczki i lekki, jakby mydlano-kwiatowy zapach. Jedyną rzeczą, do której mogłabym się przyczepić, jest atomizer i forma mgiełki. Czasami jest w porządku, rozpyla się naprawdę drobna mgiełka. Niekiedy jednak, zwłaszcza gdy się śpieszę, atomizer rozpryskuje dość mocne krople, które już kilkakrotnie zrujnowały mój gotowy makijaż, ponieważ porobiły mi w nim dziury. Tutaj trzeba uważać i nie rozpryskiwać jej blisko twarzy i/lub bezpośrednio na nią, ale jakby lekko w tą mgiełkę wchodzić, psikając nią do góry. Opadając mgiełka równomiernie i delikatnie pokrywa naszą twarz (: Mgiełka sprawdziła się u mnie idealnie w chłodniejsze miesiące, zawsze to jakaś dodatkowa porcja nawilżenia.
♥ Pędzel Hakuro H63, czyli duża, zbita kulka do rozprowadzania i rozcierania produktów kremowych i mineralnych. Takiego modelu brakowało w mojej kolekcji, dlatego też zdecydowałam się na nasze stare, dobre Hakuro, które nigdy mnie nie zawiodło, nigdy! Wiem, że Zoeva ma bardzo podobny model 142, ale jeśli chodzi o włosie syntetyczne, to nie widzę między tymi markami znaczących różnic, więc po co przepłacać (; Takiego bardziej precyzyjnego pędzla potrzebowałam do punktowego rozprowadzania korektorów mineralnych i ten sprawdził się do tego idealnie. Fajnym trikiem jest dokładanie mineralnego, sypkiego korektora (AM Medium) na skończony, przypudrowany już makijaż w miejsca, gdzie coś jeszcze prześwituje, odznacza się, które chce dodatkowo zakryć. Ten sposób nie niszczy makijażu i dodaje dodatkową warstwę krycia nie tworząc w tych miejscach skorupy. Pędzel nadaje się również do blendowania cieni w załamaniu powieki, ale takiego bardzo subtelnego, miękkiego,  kiedy nie zależy nam na precyzji, na przykład w makijażu dziennym. Dwa ruchy tym pędzlem i powieka jest podkreślona. To bardzo uniwersalne narzędzie, bardzo sobie cenię takie modele, dlatego też zyskał miano ulubieńca (:

Ministerstwo Dobrego Mydła Odżywczy peeling cukrowy, Ebelin gąbka Konjac z zieloną herbatą,

A teraz coś dla ciała i ducha,czyli umilacze zimowych wieczorów.

Ministerstwo Dobrego Mydła Odżywczy peeling cukrowy. Niesamowicie się cieszę, że miałam okazję spróbować tego produktu i to akurat w sezonie zimowym, kiedy borykam się z suchością i szorstkością skóry. To chyba najlepszy peeling olejkowo-cukrowy, jakiego miałam okazję używać. Zaczynając od fantastycznego składu, solidnego opakowania, ultranaturalnego, smakowitego zapachu, na dobrych właściwościach ścierających i odżywczych kończąc. Skóra po zastosowaniu tego peelingu jest aksamitnie miękka i nawilżona (ale nietłusta), nie wymaga użycia balsamu. Używałam go regularnie, raz w tygodniu i zauważyłam, że bardzo pozytywnie wpływał na stan mojej skóry. No i ten zapach śliwek w czekoladzie, który unosi się w całej łazience i długo pozostaje na naszym ciele. Jeśli kochacie polskie kosmetyki z dobrym składem, to jest to dla Was pozycja obowiązkowa (: A ja przygotowuje się do osobnej recenzji produktów z MDM, na którą zapraszam Was już wkrótce.
Ebelin gąbka Konjac z zieloną herbatą. Ta zielona gąbeczka naprawdę mocno mnie zaskoczyła swoją miękkością i delikatnością. Moja naczynkowa skóra nie lubi pocierania ani masażu, dlatego staram się unikać wszelkiego rodzaju myjek i szczoteczek do twarzy. O łagodności gębek Konjac słyszałam już wiele razy, więc postanowiłam spróbować, zwłaszcza że zakupiłam ją w pobliskiej drogerii DM. Gąbeczka po namoczeniu w wodzie szybko rośnie i ma idealny rozmiar i kształt, dobrze leży w dłoni i nie wyślizguje się podczas masażu. Włączyłam ją do mojego codziennego demakijażu, jako ostatni krok w oczyszczaniu przed nałożeniem toniku. Skóra bardzo dobrze na nią zareagowała, a sam masaż jest niezwykle przyjemny i relaksujący. Buzia jest po nim gładka jak po delikatnym peelingu, bardziej napięta i ujędrniona, o wiele lepiej przyjmuje dalsze etapy pielęgnacji. Przy regularnym stosowaniu tej małej gąbeczki zauważyłam, że skóra jest też bardziej promienna. Naprawdę polubiłam używanie tej niepozornej gąbki, bo to czysta przyjemność i wspaniałe efekty (; 

Organique nawilżająca mgiełka do ciała Czarna Orchidea,

Zapach, który mnie uwiódł.. 

♥ Organique nawilżająca mgiełka do ciała Czarna Orchidea. Nie spotkałam się wcześniej z takim kosmetykiem. Niby to mgiełka zapachowa, ale nie do końca. Oczywiście zapach gra tutaj główne skrzypce, jest niesamowicie kobiecy, otulający i zmysłowy. Żadnych sztucznych kwiatków. Jest to raczej woń eleganckich perfum, co jest rzadko spotykane w kosmetykach. Posiada bardzo podobne nuty jak Euphoria CK. Mgiełka jest czymś w rodzaju nawilżającej esencji w sprayu. Spryskujemy ciało i delikatnie rozprowadzamy, dobrze się sprawdza na ramionach i dekolcie. Faktycznie lekko nawilża nasze ciało, ale przede wszystkim  otula je wspaniałym zapachem. Nie czujemy się wyperfumowane, a zapach unosi się wokół nas cały dzień. Z balsamem z tej serii tworzą naprawdę zgrany duet! Szczegółowa recenzja tych produktów pojawi się, mam nadzieję, niebawem (; 
Kto zauważył królika? 

Trend IT UP Under Eye Concealer & Base,

I na koniec małe rozczarowanie. 

☹ Trend IT UP Under Eye Concealer & Base, czyli korektor i baza (chyba pod oczy, bo nigdzie nie mogę znaleźć szczegółowych informacji). To jednak nieważne, bo to bardzo słaby korektor pod oczy z DM. Często mnie pytacie, co warto zakupić w drogerii DM, chętnie Wam doradzam i napisałam nawet na ten temat dwa posty i myślę nad trzecim. Tym razem będę odradzać, jakby kogoś na przykład kusiło (; Na początku były zachwyty! Bardzo jasny, jak na produkt drogeryjny, kolor, dobre krycie, rozświetlenie okolic pod okiem. Kolor 020 to ładnie żółty beż, który absolutnie nie ciemnieje, mimo że zastyga po nałożeniu. Kolor był nawet dla mnie odrobinę za jasny i jak z nim przesadziłam, to niestety rozjaśniona okolica pod okiem bardzo się odznaczała, za czym nie przepadam. To jeszcze byłoby do zniesienia, gdyby ten produkt, mimo swojej naprawdę lekkiej konsystencji, nie wysuszał mi okolic oczu na wiór i nie wyglądał pod okiem fatalnie pod koniec dnia... Bardzo wchodzi i podkreśla załamania, ponieważ, jak już wspominałam, zastyga. Kiedy spojrzałam w lustro po kilku godzinach od wykonania makijażu - byłam przerażona! Skóra wyglądała niezwykle sucho i doszło mi kilka głębokich zmarszczek pod oczami :P Nie chce go jednak całkiem dyskredytować, chociażby ze względu na kolor. Daje mu czasem szansę i nakładam go jako korektor na przebarwienia, z czym nawet nieźle sobie radzi.

I to już wszystkie perełki lutego i jeden bubel, a raczej bardziej rozczarowanie. Dajcie znać w komentarzach, czy znacie te produkty i jak się u Was sprawdziły, a może czy chcecie je poznać! 
Ja tymczasem odmeldowuje się i przenoszę na kanapę, aby pod kocykiem i z ciepłą herbatą przeczekać do wiosny (;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz, sprawiasz mi nim ogromną przyjemność oraz motywujesz do dalszego działania.
Na każdy komentarz staram się odpowiadać.
Zachęcam Cię również do obserwowania mojego bloga oraz śledzenia mojego profilu w aplikacji Instagram.