Tusz L'Oreal Paradise Extatic - czy byłam w raju?


Witam Was w środę! Obiecałam Wam więcej recenzji w kwietniu, więc przychodzę z kolejną. Tym razem będzie to recenzja jednego produktu, co na moim blogu nie zdarza się często. Bohaterem dzisiejszego wpisu będzie tusz do rzęs, a dokładnie L'Oréal Paris, Paradise Extatic. Bardzo lubię testować tusze do rzęs, na ich zużycie mamy jedynie 3 miesiące, a sięgamy po nie niemal codziennie. Wybór odpowiedniego tuszu jest dla mnie niezwykle istotny, o czym pisałam Wam w tym wpisie, gdzie pokazywałam Wam również moich ulubieńców w tej kategorii. Minęło jednak trochę czasu i moim niekwestionowanym ulubieńcem stał się prosty do bólu, niesamowity, najlepszy Max Factor Masterpiece MAX. Do tego tuszu, do efektu, który po nim uzyskuję porównuję wszystkie kolejne maskary. Mając takiego pewniaka (nawet teraz w mojej szufladzie) nie boję się eksperymentów i śmiało sięgam po nowości i w razie wpadki zawsze mogę sięgnąć po to co już sprawdzone. Nie szukam już na oślep, nie muszę. Tak więc prowadzona wrodzoną ciekawością, jak również wewnętrzną sroką i zamiłowaniem do wszystkiego co ładne (: wrzuciłam do koszyka nowość od L'Oréal, która według producenta ma zabrać nas do raju i dostarczyć nam nieziemskich doznań... Czy ten tusz zabrał mnie do raju? O mojej przygodzie z nim możecie przeczytać poniżej! Zapraszam!

Recenzja tuszu L'Oréal Paris Paradise Extatic,

Zacznijmy od opakowania, bo to coś, co wyróżnia ten tusz na tle innych produktów tego typu w drogerii. Paradise Extatic stoi sobie dumnie w szafie L'Oreal zapakowany w elegancki kartonik (rzadkość), który skrywa zgrabne opakowanie w kolorze rose gold. Przyznaję, że poprzez to faktycznie rzuca się w oczy i sprawia, że maskara ta wydaje się być wyjątkowa, inna. Nie trzeba siedzieć głęboko w temacie beauty, żeby zauważyć, że produkt ten jest bardzo mocno inspirowany innym, bardzo znanym tuszem, czyli Better than Sex Mascara od Too Faced. Tej drugiej maskary nigdy nie miałam, ale chodzi tutaj głównie o kwestię wizualną, wygląd szczoteczki, niejednoznaczną nazwę oraz kampanię reklamową. Paradise Extatic faktycznie wygląda inaczej i nazywa się inaczej od znanych i lubianych tuszów z L'Oreal. Jest też od nich mniejszy, ponieważ mamy tutaj jedynie 6,4 ml, a przykładowo tusz So Couture zawiera 9 ml. W Rossmann cena regularna obu produktów wynosi tyle samo! (obecnie Paradise jest w promocji). 
Warto też wspomnieć o niesamowitej (niesamowicie śmiesznej moim zdaniem) kampanii marketingowej dotyczącej rajskiego tuszu. Tutaj specjaliści od reklamy oraz copywriterzy ostro popłynęli z tematem, obiecując niestworzone rzeczy oferując jedynie tusz do rzęs. Po przeczytaniu kilku pierwszych zdań odniosłam wrażenie, że niektóre bardziej pasowałyby do reklamy gadżetów erotycznych... tak, tak! Nie będę Wam tutaj cytować, zapraszam na stronę producenta po nowe "doznania literackie" ((; Jednak to, co w marketingu jest najważniejsze, zostało osiągnięte, reklama jest chwytliwa i zapada w pamięć. Nie rozumiem tylko dlaczego ostatnio marki tak się przyczepiły do tuszy do rzęs i kojarzenia ich z erotyką, mamy przecież jeszcze tusz Urban Decay "Sex Proof", próbował ktoś? (; 

Recenzja tuszu L'Oréal Paris Paradise Extatic,

Przejdźmy do szczoteczki i formuły Paradise Extatic. Cóż, jak widać na załączonym obrazku, mamy tu całkiem sporych rozmiarów, klasyczną szczoteczkę. Przyznaję się bez bicia, że gdyby nie to cudne opakowanko, to na pewno, widząc samą szczoteczkę, bym po niego nie sięgnęła. Zwykle wybieram te silikonowe z równo rozstawionymi ząbkami. Ten tusz zawiera rodzaj szczoteczki, za którą najbardziej nie przepadam, czyli dziwnie wyprofilowaną z włoskami pozbieranymi w jakieś dziwne grupki. Nawet bez malowania rzęs, oczami wyobraźni, widzę moje posklejane rzęsy (; W psalmach pochwalnych na temat tego produktu pan Loreal gwarantuje szczoteczkę lekką jak piórko, która zawiera ponad 200 włókien (nie wiem, nie liczyłam :)). Po przyłożeniu szczoteczki do mojego małego oka wydała się faktycznie ogromna. 
Mamy tu też obietnicę pielęgnującej, kremowej formuły, która otuli każdą rzęsę i dzięki zawartości ojejku rycynowego i ekstraktu z kwiatów chabra ma zadbać o nasze rzęsy, a na drugim miejscu w składzie już jest parafina (; 
Aqua/ Water, Paraffin, Potassium Cetyl Phosphate, Copernicia Cerifera Cera/ Carnauba Wax, Ethylene/ Acrylic Acic Copolymer, Styrene/ Acrylates/ Ammonium Methacrylate Copolymer, Cera Alba/ Beeswax, Synthetic Beeswax, Bis- Diglyceryl Polyacylapaptide- 2, Polybutene, Cetyl Alcohol, Steareth- 20, Glyceryl Dibehenate, Steareth- 2, Phenoxyethanol, Hydroxyethylcellulose, Acacia Senegal Gum, Tribehenin, Caprylyl Glycol, Glyceryl Behenate, Sodium Dehydroacetate, Hydrogenateg Jojoba Oil, Hydrogenated Palm Oil, Disodium EDTA, Butylene Glycol, Sodium Laureth Sulfate, Tetrasodium EDTa, Ricinus Communis Oil/ Castor Seed Oil, Maltodextrin, Potassium Sorbate, BHT, Centaurea Cyanus Flower Extract [+/- May Contain: CI 77499/ Iron Oxides]. (F.I.L. B206093/1).
 
No i ma nie być grudek. Czytamy też o możliwości aplikacji warstwa po warstwie i o budowaniu efektu nieziemskich rzęs. Czerń też ma być kusząca. Jak to wszystko wygląda w praktyce? 

Recenzja tuszu L'Oréal Paris Paradise Extatic,

Już przy pierwszym użyciu Paradise Extatic jest odpowiednio gęsty. Niestety na szczoteczkę nabiera się o wiele za dużo produktu. Zbieranie chusteczką jest obowiązkowe, ale też niewiele daje. Szczoteczkę trzeba wyczuć i nauczyć się z nią pracować, żeby nie narobić sobie czarnych kleksów z tuszu na całym oku i nie  zniszczyć sobie makijażu. Tusz, tak jak myślałam, nakłada się nierówno. Na pewno nie dociera do każdej rzęsy, raczej obkleja te, które może chwycić. Opowieści o nakładaniu kolejnych warstw i stopniowaniu to bajeczka. Tusz szybko zasycha na włoskach, dwie zwinne warstwy i koniec. Nie radzę dokładać dalej. Dlaczego? Bo z każdą kolejną efekt jest jeszcze gorszy, bardziej sklejony, nierówny. Przyzwyczajona przez Max Factor do efektu idealnie rozdzielonych rzęs nawet po trzech warstwach, po użyciu tego tuszu byłam w ciężkim szoku. Otrzymujemy tutaj efekt lekko sklejonych, nieułożonych włosków, jakby messy look. Sprawdziłam po hasztagu na Instagramie zdjęcia, gdzie dziewczyny chwalą się efektem na rzęsach po tym tuszu i ja uzyskałam dokładnie ten sam efekt. Co Wam będę opisywać, zobaczcie sami: 

Recenzja tuszu L'Oréal Paris Paradise Extatic,

Paradise Extatic trzeba pochwalić na ładny, naprawdę głęboki odcień czerni. Faktycznie wydłuża, aż do stworzenia pajęczych nóżek, i nadaje objętości. Kompletnie nie nadaje się do make-up no make-up, czyli sytuacji, gdy nakładamy jedynie tusz. Wtedy nasze nieułożone, posklejane rzęsy rzucają się w oczy jeszcze bardziej. Więcej można mu wybaczyć przy mocniejszym makijażu oka, gdy rzęsy mają jakieś tło i nie są głównym elementem makijażu, na przykład przy smoky eyes. Paradise Extatic posiada również jeszcze jedną, bardzo denerwującą mnie właściwość - jest nieprzewidywalny! Jednego dnia wyglądał na włoskach dobrze, myślałam więc sobie, że za bardzo się czepiam. Natomiast następnego dnia potrafił tak posklejać rzęsy, że musiałam się ratować czystym grzebykiem do brwi, żeby móc w ogóle wyjść do ludzi! Często też na jednym oku prezentował się bez zarzutu, a na drugim fatalnie. Wiem, że to są jedynie niuanse, ale moim zdaniem bardzo istotne. Nie mam zamiaru irytować się podczas makijażu. Na wyjazdy zabierałam więc ten tusz i drugi, ratunkowy. 

Recenzja tuszu L'Oréal Paris Paradise Extatic,

W ciągu dnia, przez pierwszy miesiąc, Paradise Extatic był dość trwały, nie odbijał się i się nie osypywał. Jednak włoski były po nim jakby lekko sztywne. Nie sprawiał też większych problemów przy demakijażu, delikatny płyn micelarny sobie z nim radzi. Maskarę otworzyłam początkiem lutego, a wyrzuciłam na początku kwietnia, co daje tylko dwa miesiące! Patrząc na jego konsystencję i ilość w opakowaniu mogłam się tego spodziewać. Już pod koniec swojego żywota był totalnie upierdliwy. Tworzył nieestetyczne grudki, osypywał się, jeszcze bardziej sklejał. Naprawdę odetchnęłam z ulgą wrzucając go do denka.

Recenzja tuszu L'Oréal Paris Paradise Extatic,

Podsumowując, moim zdaniem tusz Paradise Extatic to trochę przerost formy nad treścią. W pięknym opakowaniu otrzymujemy zwykłą, wielką szczotę i przeciętnej jakości formulę tuszu. Totalnie nie podzielam zachwytów, a wiem, że wiele osób go lubi. Co rzęsy to opinia i wierzę, że u innych ma szansę się sprawdzić. Czy ten tusz zabrał mnie do raju i dostarczył mi nieziemskich doznań? Chyba nie. Używanie go było dla mnie średnią przyjemnością i musiałam się z nim gimnastykować więcej niż z innymi maskarami. Oczywiście nie zauważyłam żadnego działania pielęgnacyjnego, które obiecuje producent. Tusze z L'Oreal naprawdę bardzo lubię i wypróbowałam ich wiele. Z przykrością muszę stwierdzić, że to chyba był najsłabszy tusz z nich wszystkich. Uważam, że L'Oreal powinien pozostać przy swojej klasycznej formie tuszów, takich jak Volume Million Lashes i iść i rozwijać się raczej w tę stronę. Paradise Extatic jest według mnie nieudanym eksperymentem, próbą wprowadzenia czegoś nowego, czegoś na topie i co, poprzez fajnie nakręcony marketing, mimo wszystko się sprzeda. Na rynku jest dużo o wiele lepszych produktów w tej kategorii, a ten, oprócz niesamowitych obietnic, niczego więcej nie oferuje.

Mieliście okazję spróbować tego tuszu? Jeśli tak, to jakie są Wasze wrażenia? 
A może macie ochotę go przetestować? 
Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz, sprawiasz mi nim ogromną przyjemność oraz motywujesz do dalszego działania.
Na każdy komentarz staram się odpowiadać.
Zachęcam Cię również do obserwowania mojego bloga oraz śledzenia mojego profilu w aplikacji Instagram.