Wiosenni ulubieńcy | Marzec i kwiecień


Witam się z Wami w maju Kochani! Kocham ten miesiąc, w który wszystko rozkwita! Na dobry początek przygotowałam dla Was wpis z ulubieńcami. Tym razem będą to dwumiesięczni, wiosenni ulubieńcy, czyli kosmetyki, które skradły moje serce lub wyróżniły się czymś szczególnym. W większości są to nowości, które z miejsca mnie zachwyciły i odmieniły moją kosmetyczkę. Są to też produkty ogólnie znane, jednak odkryte przeze mnie zupełnie niedawno i teraz sama podzielam wszelkie zachwyty! Jeżeli ciekawi Was jakie perełki zgromadziłam przez te dwa miesiące, to zapraszam Was do dalszej części wpisu (;


Anwen Maska do włosów średnioporowatch "Winogrona i keratyna",

Anwen Maska do włosów średnioporowatch "Winogrona i keratyna" zdominowała moją pielęgnację włosów! To było to, czego moim włosom było trzeba po długiej zimie, ciągłej stylizacji i lekkim rozjaśnianiu (o dwa tony). Czytałam o tej masce skrajne recenzje, postanowiłam więc, że sama muszę ją przetestować. Cieszę się, że Anwen wypuściła swoją własną linię kosmetyków do włosów, swego czasu regularnie czytałam jej blog. Ta maseczka to proteinowy koktajl dla włosów z dodatkiem lekkich substancji nawilżających. Jeśli Wasze włosy, tak jak moje, od czasu do czasu potrzebują proteinowego wsparcia, to koniecznie musicie spróbować tej maski! Po pierwszym użyciu nie było efektu wow, to typowa maska zawartością hydrolizowanej keratyny i jedwabiu, czyli powinna być stosowana w specyficzny sposób. Nakładam ją na dobrze oczyszczone włosy pod czepek i ręcznik i lekko ogrzewam. Wtedy daje najlepsze rezultaty! Nie jest to produkt dyscyplinujący włosy i dający efekt tylko zaraz po zastosowaniu, to maska, która daje długotrwałe efekty, a z każdym kolejnym użyciem jest coraz lepiej! Jest bardzo gęsta, więc zapowiada się jako bardzo wydajna. Szczerze polecam!

Olejek z drzewa herbacianego, olej jojoba, rozcieńczanie olejku herbacianego, olejek z drzewa herbacienago z olejem jojoba,

Olejek z drzewa herbacianego i olej jojoba, czyli doskonały duet na niedoskonałości! Olej jojoba przez swoją uniwersalność chyba zostanie moim olejem numer jeden! Można go stosować praktycznie do wszystkiego, do kąpieli, do masek glinkowych, a dodatkowo jest niesamowicie lekki i stanowi idealną bazę dla innych olejów lub olejków. Ja właśnie w ten sposób go stosuję, mieszam olej jojoba na dłoni z trzema kroplami olejku z drzewa herbacianego i nakładam taką mieszankę na twarz w ramach nocnej pielęgnacji. Rano buzia jest nawilżona, jędrna, a niespodzianki są wyciszone i zredukowane. Lubię w tej miksturze to, że w przeciwieństwie do innych, przeciwtrądzikowych maści czy innych specyfików, nie wysusza mojej twarzy na wiór. Olejek herbaciany nakładam również solo, punktowo na większych nieprzyjaciół. Na początku bardzo nie podobał mi się jego zapach, ale teraz jest dla mnie niesamowicie odświeżający! Ratował nas nawet podczas przeziębienia i pomieszany z olejem bazowym oraz z olejkiem eukaliptusowym tworzył wspaniałą, rozgrzewającą maść ułatwiającą oddychanie. Podsumowując, olejek z drzewa herbacianego trafia na stałe do mojej łazienki (:

Resibo odżywczy balsam do ciała, Kojący balsam do ust Perfector 3 w 1,

Resibo odżywczy balsam do ciała. W produktach  marki Resibo zakochałam się bez reszty! A zaczęło się tak niewinnie, od próbek (: Już czytając opinię o nich na blogach podświadomie czułam, że wspaniale się u mnie sprawdzą i że to wyjątkowe kosmetyki. Nie myliłam się! Jestem ogromną fanką balsamów do ciała, więc do testów wybrałam sobie odżywczy balsam. Balsam ten pomógł pozbierać się mojej przesuszonej skórze po zimie. W swoim życiu zużyłam wiele balsamów do ciała, ale ten jest szczególny. Ten produkt gwarantuje długotrwałe niewilżenie. Takich balsamów zawsze szukam, ale są one niestety rzadkością. Jestem przyzwyczajona do tego, że moja skóra jest tak przesuszona, że po każdej kąpieli muszę nakładać balsam, a stosując ten od Resibo mogę z tego zrezygnować! Wystarczy, że użyję go raz na dwa dni i moja skóra wciąż czuję się komfortowo, szok! Balsam pięknie łagodzi wszelkiego rodzaju podrażnienia, na przykład po depilacji. No i ten zapach - oryginalny i piękny, charakterystyczny dla Resibo.

♥ W paczuszce od Resibo znalazłam również Kojący balsam do ust. Perfector 3 w 1, skąd wiedzieli? (; Zaczęłam go testować od razu! Zapach gumy balonowej i słodki smak natychmiast mnie kupił! Nałożyłam grubszą warstwę na noc i poszłam spać, by następnego ranka obudzić się z idealnie nawilżonymi i zregenerowanymi ustami! Ten balsam do ust zdetronizował wszystkie inne pomadki ochronne, masła i inne mazidła, które wcześniej uważałam za dobre! Kiedy moje usta były popękane podczas przeziębienia przynosił mi ulgę, podczas niepogody jest jak ochronny opatrunek. Łapię się też ostatnio na tym, że wykonując dzienny makijaż, zamiast pomadki nakładam na usta tylko ten balsamik. Ten produkt zasługuje na osobną, szczegółową recenzję i taka na pewno zostanie napisana!

Hibiskusowy tonik do twarzy Sylveco, Yves Rocher Energetyzująca woda toaletowa mandarynka cytryna i cedr,

Hibiskusowy tonik do twarzy Sylveco to chyba najlepszy tonik, jakiego używałam. Pisałam Wam już o nim na moim Instagramie.Tutaj powtórzę krótko, że jest to fantastyczny, łagodzący, przywracający odpowiednie pH skórze żelowy specyfik o czerwonej barwie. Kiedy moja buzia po demakijażu jest zaczerwieniona to zaraz po nałożeniu tego toniku wszystko wraca do normy. Czasami, gdy nie wychodzę z domu, stosuję tylko ten tonik bez żadnego kremu. Tonik gwarantuje mi wystarczający poziom nawilżenia. Kluczową rolę odgrywa tutaj forma aplikacji, ponieważ żelowy tonik niewygodnie rozprowadza się za pomocą płatka kosmetycznego. Ja wylewam go na dłoń i wklepuję w skórę, która wchłania go jak gąbka i na taką jeszcze wilgotną buzię nakładam krem lub serum. O tym produkcie czytałam jeszcze przed założeniem bloga i żałuję, że sięgnęłam po niego tak późno, ale lepiej późno niż wcale (;

Yves Rocher Energetyzująca woda toaletowa mandarynka, cytryna i cedr. Zakochałam się w tym zapachu! Kiedy przychodzą cieplejsze dni chowam swoje ciężkie, otulające perfumy i nabieram ochoty na lekkie, cytrusowe, świeże nuty. Uwielbiam też zapachy roślinne i spożywcze, zbliżone do naturalnych. Jakiś czas temu odkryłam w Yves Rocher takie oto małe perfumy o pojemności 20 ml, które często bywają w promocji i są idealne do torebki. Zimą z przyjemnością używałam wersji waniliowej. Ta woda toaletowa od pierwszego powąchania wzbudziła moje zainteresowanie swoją niejednoznacznością. Wyczuwam tu cytrusy, ale przełamane lekko cierpką nutą. To naprawdę interesujący aromat i koniecznie musicie go sprawdzić. Jeśli chodzi o trwałość, to sama się zdziwiłam, kiedy po kilku dniach na mojej jeansowej kurtce wciąż czułam ten zapach! To wręcz idealna kompozycja na wiosnę i lato!

Milani BAKED BLUSH Wypiekany róż 05 Luminoso, NYX High Definition HD Eye Shadow Base, INGLOT Mini zalotka,

Milani BAKED BLUSH Wypiekany róż 05 Luminoso. To była miłość od pierwszego spojrzenia (; kiedy zobaczyłam go na zdjęciach w blogosferze. Za każdym razem wywoływał u mnie falę zachwytu. To takie "brzydkie kaczątko", piękny róż, wspaniały produkt, ale zamknięty w tanim, tandetnym opakowaniu - taka prawda. Od dawna szukałam czegoś na wiosnę, czegoś odświeżającego, brzoskwiniowego, lekko świetlistego i to wcale nie było łatwe zadanie. W ramach prezentu urodzinowego w marcu zdecydowałam na słynny róż Luminoso i przepadłam po pierwszym użyciu. O tym produkcie można pisać poematy. Mimo że to róż wypiekany, nie jest twardy, pięknie się transferuje z opakowania na pędzel i na twarz, nie tworzy plam, ładnie buduje policzek i od razu dale efekt lekkiego rozświetlenia. W połączeniu z ocieplającym bronzerem będzie moim nr 1 na wakacje. Dawno się tak nie zachwycałam żadnym różem (; 

NYX High Definition HD Eye Shadow Base. Baza pod cienie do powiek z Nyx, czyli jeden z wielu produktów z zestawu miniatur, który kupiłam za połowę ceny w styczniu podczas promocji! Już po pierwszym użyciu wiedziałam, że się polubimy. Wcześniej używałam bazy Inglot Eyeshadow Keeper, ale ta baza z Nyx ją.. pokonała, dosłownie. Baza z Inglot posiada kilka wad, jest mocno klejąca, nie daje koloru i bardziej przypomina bazę pod brokat z NYX właśnie. Baza NYX HD to coś całkowicie innego! Baza ta ma delikatny, beżowy kolor, przez co lekko wyrównuje kolor powieki. Rozprowadza się gładko, a następnie zastyga. Powieka jest gładka, jakby przypudrowana! i gotowa na przyjęcie cieni, które rozprowadzają się na niej jak miękkie masełko po ciepłej bułeczce (; i, co najważniejsze, trzyma cienie caaały dzień! Dobra baza pod cienie jest u mnie podstawą makijażu, dlatego tak wiele od niej oczekuję. Naprawdę nie spodziewałam się po tej bazie niczego szczególnego, a po raz kolejny NYX bardzo pozytywnie mnie zaskakuje!

INGLOT Mini zalotka. Jako posiadaczka ekstremalnie małych, głęboko osadzonych oczu z opadającą, i to jeszcze na każdym oku inaczej, (; powieką robię wszystko, żeby je w naturalny sposób powiększyć. Jeśli powiększanie i otwieranie oka, to wiadomo, rzęsy! Rzęsy robią robotę! I te potraktowane dobrym, wydłużająco-podkręcającym tuszem lub te sztuczne. Sztuczne doklejam często, ale to bardzo, bardzo długo trwa i czasem nie chce mi się z tym bawić. Pomyślałam więc o zalotce, ale klasyczny model jest dla mnie za duży! i nie łapie mi wszystkich rzęs... O mini zalotkach kiedyś słyszałam, ale nie spodziewałam się, że taki fajny gadżet znajdę za 20 złotych w polskim Inglocie. Zalotka jest naprawdę mikroskopijna i żeby złapać wszystkie włoski musimy jej użyć dwa dwa razy na każdym oku, bo na raz całych rzęs nie obejmuje. Dzięki swojemu rozmiarowi dochodzi do każdej rzęsy i precyzyjnie je łapie i podkręca. Oczywiście musiałam się nauczyć z nią pracować, ale to nic trudnego, przysięgam (; To takie niby nic, ale różnica jest widoczna! Głównie skupiam się na podkręceniu rzęs w zewnętrznych kącikach. Na to dobry tusz, który podtrzyma skręt (u mnie MF Masterpiece Max) i przepiękny, naturalny efekt gotowy! Raz nawet M zapytał, czy mam sztuczne rzęsy (przeraziła go historia o prawdziwych, ludzkich włosach w rzęsach z Ardell ;)), a ja miałam na rzęsach jedynie tusz! Jeśli szukacie dobrej, precyzyjnej zalotki (do scalania sztucznych rzęs też się przyda), to gorąco polecam Wam tę z INGLOT! 

Lily Lolo Nude Allure, Lily Lolo błyszczyk Peachy Keen, Lily Lolo Scarlet Red, Lily Lolo naturalna szminka do ust,

Lily Lolo Naturalne produkty do ust. Moje usta są bardzo wymagające, potrafi je przesuszyć nawet klasyczna pomadka, dlatego wciąż szukam odpowiednich produktów dla siebie, komfortowych na ustach i o dobrej pigmentacji. Tak trafiłam na trop produktów Lily Lolo i zachęciła mnie obietnica ich naturalności oraz przepiękne, minimalistyczne opakowania. Produkty te zamawiałam na stronie Costasy, sklep mogę pochwalić za nienaganną obsługę! Kolory wybrałam trochę w ciemno, zdecydowałam się na klasycznego nudziaka Nude Allure, a także ciepły! odcień malinowej czerwieni o pięknej nazwie Scarlet Red. Dorzuciłam do tego błyszczyk Peachy Keen, czyli kolor, w którym bazą jest błyszczyk Clear (cielisty, brzoskwiniowy), gdzie zawieszone są subtelne, złote drobinki! Kolory okazały się strzałem w dziesiątkę, a formuła i wykończenie spełniają wszystkie moje oczekiwania! Dodatkowo błyszczyk idealnie pasuje jako top nałożony na kolor Nude Allure. Już w tym miejscu muszę napisać, że to nie są pierwsze i ostatnie kosmetyki tej marki w mojej kosmetyczce! a produkty do ust doczekają się recenzji na blogu, kiedy moje usta wreszcie będą w dobrej kondycji i gotowe na prezentację szminek (; 

 I to już wszyscy moi ulubieńcy! 

Bardzo się starałam, żeby w tym zastawieniu wylądowały same perełeczki! 

Koniecznie napiszcie w komentarzach, czy znacie te produkty, a może któryś z nich Was zaciekawił! 
Czekam na Wasze odpowiedzi! Buźka :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz, sprawiasz mi nim ogromną przyjemność oraz motywujesz do dalszego działania.
Na każdy komentarz staram się odpowiadać.
Zachęcam Cię również do obserwowania mojego bloga oraz śledzenia mojego profilu w aplikacji Instagram.