Moja pielęgnacja włosów | Dlaczego nie zostałam włosomaniaczką


Moi Kochani, dzisiaj przychodzę do Was z postem innym niż wszystkie, ponieważ będzie on całkowicie poświęcony pielęgnacji moich włosów! Wpis typowo włosowy już raz pojawił się na moim blogu, równo rok temu poruszyłam temat skóry głowy "Pielęgnacja skóry głowy - wcierki, peeling, oczyszczanie" ponieważ moim zdaniem jest to jedna z ważniejszych kwestii w walce o piękne i zdrowe włosy. Już od jakiegoś czasu planowałam na łamach mojego bloga opublikować wpis przedstawiający moje włosy, kosmetyki, które pomagają mi o nie zadbać oraz moje rytuały pielęgnacyjne. Jednak wciąż miałam pustkę w głowie, bo przecież ja nic szczególnego z włosami nie robię. Moje kosmyki są odrobinę osobnym bytem (: żyją sobie własnym życiem, mamy gorsze i lepsze okresy, czasem się nie dogadujemy, ale nareszcie udało mi się je zaakceptować takie jakie są. W moim życiu był okres, w którym praktycznie wszystko kręciło się wokół moich włosów, również przeżywałam fascynację "włosomaniactwem" i przeróżnymi sposobami na dłuższe i gęstsze włosy. Był czas, w którym ich nienawidziłam, nie rozumiałam dlaczego nie mogą wyglądać inaczej, dlaczego odziedziczyłam takie geny a nie inne. Teraz gdy na nie patrzę, kiedy przeglądam zamieszczone w tym wpisie zdjęcia - podobają mi się! Wyglądają lepiej niż mi się wydawało, są zdrowe, miękkie i lśniące. Co takiego się stało, jaką drogę przeszłam (przeszliśmy ja i włosy :)), że moja postawa wobec nich tak diametralnie się zmieniła? Dlaczego nie zostałam włosomaniaczką? Czy Moja Włosowa Historia zakończyła się happy endem? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w dalszej części wpisu! Rozsiądźcie się wygodnie przed komputerami, zapraszam! 
   
moja pielęgnacja włosów Hellojza About Beauty, pielęgnacja włosów cienkich, moja włosowa historia, równowaga peh,

Dlaczego NIE zostałam włosomaniaczką? 

Opowiem Wam teraz Moją Włosową Historię (MWH). Swego czasu był to bardzo popularny cykl wpisów na włosowych blogach. Zdjęcia przed i po - to dopiero była dawka motywacji do działania, motywacji, żeby zmienić swoje włosy. 
Moje włosy od zawsze były cienkie, rzadkie i bardzo wrażliwe (podatne na uszkodzenia). Nigdy nie wyglądały tak jak włosy moich koleżanek. Nie układały się i niewiele fryzur mi pasowało. Od niejednej fryzjerki usłyszałam, że moje włosy to takie "piórka" i powinnam je ściąć na krótko. Takie słowa wypowiedziane do nastolatki były bolesne. Jak miałam akceptować swoje włosy, kiedy nie robili tego inni? Słabości moich włosów nie przeszkodziły mi w tym, żeby klasycznie w burzliwym okresie dorastania katować je rozjaśniaczem, prostownicą, farbować z brązowego na brązowy (: Przeglądając stare zdjęcia zobaczyłam, że wówczas moje włosy wyglądały naprawdę nieciekawe. Mocno wycieniowane przez kolejną mistrzynię fryzjerstwa zwisały smętnie, a końcówki zdobiły białe kuleczki (spalone włosy). Kiedy poszłam na studia rozpoczął się nowy rozdział w historii moich włosów, a dokładnie - wypadanie. Oczywiście było to związane z nieodpowiednią dietą i przewlekłym stresem, ale ja nie dałam sobie przemówić do rozsądku i przekopywałam Internet w poszukiwaniu magicznego remedium i tak trafiłam na blogi włosomaniaczek. Wszystkie wpisy, metamorfozy, przepisy czytałam z zapartym tchem! Treści tam zamieszczone trafiły na żyzny grunt. Byłam osobą z problemem i tam znalazłam (tak mi się wtedy zdawało) odpowiedzi na wszystkie moje pytania i wątpliwości. Wierzyłam, że jeżeli zastosuję się do tych wszystkich porad i poznam moc dziecięcego szamponu (: to moje włosy przeistoczą się w gęste pukle, które lekko spływają na ramiona. Pamiętam dzień, w którym opróżniłam moją skarbonkę i z listą zakupów i z nową wiedzą pobiegałam do sklepów po magiczne specyfiki, wcierki, olejki, szampony i maski. To miało sprawić, że moje włosy wreszcie będą piękne, a wypadanie minie jak ręką odjął. 

moja pielęgnacja włosów Hellojza About Beauty, pielęgnacja włosów cienkich, moja włosowa historia, równowaga peh,

Niestety tak się nie stało... Z każdym kolejnym myciem, eksperymentem moje włosy wyglądały coraz gorzej. Zaczęły wypadać w jeszcze większej ilości. Teraz wiem, że po prostu próbowałam wszystkiego na raz, na oślep, ale jak inaczej można poznać preferencje naszych włosów? Nafta, proteiny, aloes, gliceryna, oleje, rosół z kozieradki... Wszystko co Anwen pokazała na swoim blogu, to zaraz znajdowało się w moim koszyku (siła blogów :)). Po kolnych eksperymentach dorobiłam się mocnego przesuszenia i podrażnienia skóry głowy. Moje włosy miały dość, ja też. Nie mogłam pojąć dlaczego te wszystkie cudowne maski nie sprawdzają się u mnie tak dobrze jak u włosowych blogerek. Byłam zrezygnowana i zła. Szukałam pomocy, porad jak załagodzić moją obolałą skórę głowy. Napisałam do kilku ekspertek, opisałam mój problem. W odpowiedzi otrzymałam "diagnozę", że to pewnie łuszczyca, albo inne, gorsze schorzenie i powinnam udać się do dermatologa lub trychologa. Zrobiłam jak mi kazano i z płaczem, że pewnie niebawem wyłysieję, udałam się do lekarza. Pani Dermatolog tylko się śmiała, zapytała mnie czym myję włosy. Nawet nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie, bo wtedy włosy myłam chyba wszystkim... Nie było żadnej choroby tylko, bardzo przesuszony skalp i naiwna dziewczyna (: Wróciłam do domu zdezorientowana. Nie wiedziałam co mam robić. Pamiętam słowa mojego M.: "zostaw te włosy, na tydzień, na miesiąc i zobaczysz, że Ci się poprawi, nie kombinuj już z nimi!" - typowa męska dedukcja. Czekał grzecznie aż się ocknę, ale to zaszło stanowczo za daleko. Porzuciłam blogi. Zakupiłam zwykły apteczny szampon do wrażliwej skóry głowy (Pharmaceris H), mimo że miał w kładzie zakazany SLS. Zostawiłam sobie kilka odżywek. Odstawiłam oleje, ziołowe wcierki, mgiełki, domowe maseczki. Powoli wszystko wróciło do normy. A ja przyjrzałam się temu wszystkiemu z dystansem, przeanalizowałam wszystkie skutki działania różnych kosmetyków i wyciągnęłam wnioski i powoli, na spokojnie dopasowywałam do ich potrzeb odpowiednie produkty. Dopiero teraz zauważyłam działanie niektórych składników. Dzięki moim smutnym doświadczeniom wiem, co moje włosy lubią, a czego muszę unikać. Moja pielęgnacja wreszcie jest świadoma i taka, jaka powinna być od samego początku. Nie zostałam włosomaniaczką i na moim blogu nigdy nie pojawi się MWH z zapierającym dech w piersiach zakończeniem. Moje włosy nie odmieniły się w magiczny sposób, są dokładnie takie same - tylko w lepszym stanie. Nie ma ich więcej, nie są gęstsze, ale są zdrowe i kochane (: Po latach znalazłam również wspaniałego fryzjera, osobę, która zamiast skrytykować moje cienkie włosy - komplementuje je! Że są zdrowe, lśniące i zadbane, że to rzadkość, żeby ktoś tak świadomie dbał o włosy. A ja nie robię z nimi nic, co wybiegałoby ponad klasyczną pielęgnację. Regularnie je podcinam, pamiętam o skórze głowy i równowadze PEH. Od ponad roku moje włosy są w bardzo dobrej kondycji i udaje mi się ten stan utrzymać. Dlatego zdecydowałam się na ten wpis, to jest właśnie moja historia, droga była wyboista, nie zawsze było różowo, ale udało mi się jednak osiągnąć satysfakcjonujący mnie efekt. 

Tym wpisem absolutnie nie mam na celu zniechęcać Was w jakikolwiek sposób do włosomaniaczek, do włosowych wpisów, a jeżeli się tym interesujecie, do waszych pasji! Włosowe blogi są bardzo ważną częścią blogosfery! To one uświadamiają tysiące kobiet jak prawidłowo myć włosy!, że zadbana skóra głowy jest niezwykle ważna i że istnieje coś takiego jak peeling skóry głowy, a wypadanie do normalny proces. Sama chętnie odwiedzam włosowe blogerki, czytam wpisy, ale już z pewnym dystansem. Jak widać, nawet po mojej przygodzie, poprzez nieodpowiednio dobrane kosmetyki można sobie napytać biedy. Ważne, żeby dobrze poznać swoje włosy i próbować podkreślić ich naturalne piękno dając im to, co lubią. W żadnym wypadku nie należy próbować na siłę ich zmienić! Włosy są ozdobą każdej kobiety (mężczyzny też), naturalne, zdrowe i błyszczące przyciągają wzrok, nawet jeżeli nie wyglądają jak z okładki fryzjerskiego magazynu. Ja sama, ucząc się na swoich błędach, w kwestii włosów wrzuciłam na luz. Obserwuję je uważnie i dobrze wiem, kiedy czegoś potrzebują.

Poniżej przygotowała dla Was mój osobisty zestaw pielęgnacyjny!  


Zrównoważona pielęgnacja 

Równowaga, to słowo klucz w mojej pielęgnacji. Już wcześniej wspominałam Wam o równowadze PEH, czyli równowadze między proteinami, humektantami (nawilżaczami) i emolientami. W swojej pielęgnacji włosów dostrzegłam tą zależność bardzo późno. Pod wpływem wszystkich zabiegów włosy i ich potrzeby również się zmieniają. Obecnie moje włosy spokojnie mogę określić jako średnioporowate, są więc czymś pośrodku i bywają kapryśne. Muszę im dostarczać składniki odżywcze w odpowiednich ilościach, bo inaczej się obrażą (: Kupując szampon i odżywkę muszę dokładnie sprawdzić skład i dobrać je tak, żeby pod względem składników były zrównoważone. Proteinowo-nawilżający szampon i emolientowa, ochronna odżywka - to moje włosy lubią najbardziej!

Petal Fresh szampon, Petal fresh odżywka lawendowa, Petal Fresh Rose & Honeysuckle Clarifying Softening Shampoo, alverde Coffein Shampoo Bio-Schwarzer Pfeffer Bio-Thymian, alverde Glanz-Shampoo Bio-Rohrzucker, alverde Glanz Spülung Bio-Rohrzucker,

Łagodne mycie

Podstawą w pielęgnacji włosów jest mycie. Ja swoje włosy myje codziennie i absolutnie nie uważam, że to coś złego. Moje cienkie z natury włosy mają tendencję do przetłuszczania się u nasady, więc następnego dnia po prostu wyglądają nieświeżo. Myje je więc każdego dnia łagodnym szamponem metodą OMO (odżywka-mycie-odżywka). W sumie można powiedzieć, że je przemywam/odświeżam, bo skupiam się jedynie na przetłuszczonym skalpie. Prędzej zobaczycie mnie bez makijażu niż z nieumytymi włosami! Kiedy mam tłuste włosy to towarzyszy mi dyskomfort psychiczny i wolę wstać skoro świt i szybko umyć włosy, niż wyjść z brudnymi. Oczywiście, kiedy siedzę w domu, to czasem przeciągam mycie do następnego dnia i spinam włosy w kok, ale moje włosy bardzo tego nie lubią, skóra głowy reaguje natychmiast, więc robię to bardzo rzadko. Na co dzień wybieram łagodny szampon, może być z SLS/SLES lub bez, ważne, żeby nie obdzierał włosów z życia (: czyli nie mył ich "aż skrzypią". Najczęściej stawiam, jak widać, na produkty naturalne. Raz w tygodniu, obowiązkowo oczyszczam włosy i skórę głowy mocniejszym szamponem. Ta konsekwencja jest bardzo ważna, ponieważ im dłuższa przerwa w mocniejszym oczyszczaniu, tym moje włosy z dnia na dzień wyglądają gorzej, są obciążone i bez sił.

Jantar kuracja w ampułkach, Vianek peeling do skóry głowy, Bania Agafii balsam do włosów siedmu sił,

Fokus na skórę głowy

O tym jak pielęgnuję swoją skórę głowy pisałam Wam szczegółowo w tym wpisie "Pielęgnacja skóry głowy - wcierki, peeling, oczyszczanie". Od roku nic się nie zmieniło i podstawą mojej pielęgnacji jest peeling do skóry głowy! To wspaniały wynalazek. Po pierwszym użyciu poczułam, jakby ktoś zdjął mi z głowy kask. Kiedy skalp swędzi to znak, że najwyższy czas na złuszczanie. Zabieg ten wykonuję również raz w tygodniu po dokładnym oczyszczeniu włosów mocniejszym szamponem. Po peelingu przechodzę od razu do maski lub bezpośrednio na skalp nakładam lekki, odżywczy balsam, taki jak ten z Babuszki Agafii. Moja skóra chłonie ten balsam niczym gąbka. Produkt ten nie obciąża nawet moich cienkich włosów, a skóra głowy jest dzięki niemu ukojona i nawilżona. Lubię też od czasu do czasu zaaplikować sobie wcierkę, nawet taką na bazie alkoholu. Byłam wierną fanką wcierki Jantar z Farmony w szklanym opakowaniu, teraz przerzuciłam się na kurację w ampułkach. Przy odpowiedniej częstotliwości używania skóra nie jest przesuszona, odrobinę zmniejsza się przetłuszczanie oraz zniwelowane są wszelkie podrażnienia. Oczywiście co jakiś czas borykam się z sezonowym wypadaniem, na moje włosy również bardzo mocno działa stres, ale nie przejmuję się tym już tak mocno jak kiedyś. Kontroluję jedynie, czy ilość gubionych codziennie włosów mieści się w granicach normy (do 100 włosów dziennie). Nie nie liczę ich (: po prostu widzę ile ich zostaje każdego dnia na szczotce i podczas mycia. Kiedy ta ilość jest większa niż zwykle wprowadzam suplementy, herbatę z pokrzywy i wcierki, a wypadanie po jakimś czasie zmniejsza się naturalnie i następuje wysyp baby hair!

 Balea Professional Oil Repair Intensiv Spülung, Garnier Wahre Schätze Tiefenpflege-Maske, Ziaja Kozie Mleko maska do włosów intensywnie kondycjonująca z keratyną, Anwen maska winogrona i keratyna, Anwen olej mango,

 

Akcja regeneracja 

Po dokładnym oczyszczeniu włosów i skóry głowy lubię nałożyć na włosy bardziej odżywczą, bogatszą maseczkę. Po wyglądzie moich włosów dokładnie mogę stwierdzić, jakiego składnika w danym momencie najbardziej potrzebują. Przykładowo, jeżeli straciły swoją objętość, puszystość i przestały się układać, to najwyraźniej potrzebują protein. Kiedy są mocno spuszone, szorstkie i jakby suche, to znak, że prawdopodobnie doszło do przeproteinowania. Proste sygnały na które mam szybkie odpowiedzi (: Moje włosy lubią proteiny, co było dla mnie sporym zaskoczeniem, bo długo myślałam, że im szkodzą. Jednak zestawione w odpowiednich proporcjach z innymi substancjami nawilżającymi i olejami widocznie przyczyniają się do poprawy ich stanu. Maskę z proteinami (Anwen, Ziaja) lub proteinową odżywkę (Balea) stosuję raz na jakiś czas na około 30 minut pod czepek i dodatkowo ogrzewam. Tylko wtedy zauważyłam najlepsze efekty. Nawilżającą maseczkę stosuję, gdy moje włosy stają się niemiłe w dotyku i matowe. Sesja z taką maseczką (Garnier) przywraca im blask i gładkość. Staram się też regularnie olejować włosy, ale w praktyce różnie z tym bywa... Po prostu nie widzę żadnych rezultatów po olejowaniu. Próbowałam już wielu olejów i żaden, nawet przy systematycznym stosowaniu, nie sprawił, że moje włosy wyglądały jakkolwiek lepiej. Mimo to jakąś mieszankę olejów zawsze mam w swojej łazience, żeby niwelować niechciane skutki przypadkowego przeproteinowania.

Loreal mythic oil, mythic oil, biovax oleokrem, Biovax, Glamour Diamond odżywczy OleoKrem do włosów oleje amazońskie Babassu i Pequi, NIVEA Fexible Curls & Care Pianka do włosów kręconych i falowanych,  Avon Advance Techniques Miracle Densifier Leave-in Treatment (Kuracja dodająca objętości i zagęszczająca wlosy),

 

Kontrowersyjna stylizacja 

Tak, używam suszarki do włosów, lecz nie używam już prostownicy. Dobrze pamiętam, że pierwszym krokiem do włosomanisctwa było właśnie odstawienie wszelkich urządzeń do stylizacji włosów na ciepło. Długo nie mogłam się przestawić, bo moje włosy bez suszarki prezentują się nijak, a umyte wieczorem rano wyglądają jeszcze gorzej. Również przy codziennym myciu praktycznie nie mogłam sobie pozwolić na całkowitą rezygnację z suszarki, zwłaszcza zimą. Włosy suszę nadal, średnim nawiewem na okrągłej szczotce z powłoką ceramiczną. Nie dostrzegam negatywnego wpływu suszarki na stan moich włosów. Zabezpieczam je przed uszkodzeniami sylikonowym serum (L'Oreal), a do samej stylizacji czasem używam lekkiej pianki (Nivea) lub emulsji unoszącej włosy u nasady (Avon). Lubię też na mokre włosy nałożyć odżywczy krem (Oleokrem Biovax), który dodatkowo chroni moje końcówki i był ratunkiem dla moich włosów podczas zimowych miesięcy, gdy moje końcówki od częstych zmian temperatury, niekorzystnych warunków atmosferycznych i ogrzewania stały się suche, szorstkie oraz zaczęły się elektryzować. Oleokrem poradził sobie z tym wszystkim doskonale, wygładził i ujarzmił włosy, zniwelował elektryzowanie. Suszenie zawsze kończę zimnym nawiewem, domykam wtedy łuski włosów i po prostu lekko je studzę (: Kiedy tylko mogę, na przykład na wakacjach lub podczas ciepłych miesięcy, zostawiam włosy do naturalnego wyschnięcia. Daję im odpocząć. Wtedy najczęściej spinam włosy w kok, warkocz lub inną fryzurę odsłaniającą kark.

Tangle Teezer, szczotka z włosia dzika Ebelin,

 

To się czesze 

Odpowiednie narzędzie do rozczesywania moich włosów również jest bardzo przydatne. Od lat jestem wierna szczotkom Tangle Teezer. Szczotki te dobrze sobie radzą z rozplątywaniem włosów na mokro, na sucho oraz nadają się wręcz idealnie do masażu skóry głowy. Zawsze po aplikacji wcierki masuję jeszcze przez chwilę skórę przy użyciu szczotki. Jak widać mam aż dwa rodzaje TT, klasyczną i kompakt, którą noszę w torebce. Plastikowym grzebieniem z szeroko rozstawionymi maskami rozprowadzam maski na włosach, rozczesuję je ne mokro, robię przedziałki do aplikacji produktów bezpośrednio na skalp. Posiadam również naturalną szczotkę z włosia dzika (Ebelin). Bardzo ją lubię, przy dłuższym i regularny szczotkowaniu włosów faktycznie sprawia, że są one gładsze i miększe. Przy moich cienkich, wrażliwych włosach naprawdę trudno jest znaleźć odpowiedni przyrząd do czesania, ponieważ wiele szczotek sobie nie radzi, cięgle je, łamie i tym samym je niszczy. Moja klasyczna czarna szczotka TT prawdopodobnie w tym roku przejdzie na zasłużoną emeryturę. Nie znalazłam jeszcze dla niej następcy, ale coś mi się wydaje, że znów postawię na taki sam rodzaj szczotki.

I to już koniec moi drodzy! Poznaliście Moją Włosową Historię i moje produkty do pielęgnacji włosów i wydaje mi się, że jeszcze lepiej poznaliście mnie samą (: Tym wpisem chciałam Wam pokazać, że każdy może znaleźć swój indywidualny plan pielęgnacji i wcale nie musi być to pielęgnacja idealna składająca się jedynie z naturalnych, polecanych produktów. Jeżeli Waszym włosom służą sylikony - używajcie ich, nie podrażniają Was szampony z SLS - myjcie nimi. Możecie też suszyć je suszarką, kręcić i farbować, ale zawsze pamiętajcie, aby odpowiednio o nie zadbać, dać im odpocząć nakładając maskę lub olej. I, co jest chyba najważniejsze, tak jak w moim przypadku zaakceptujcie swoje włosy takie, jakie są! Naturalnie kręcone, falowane, proste, gęste czy delikatne, by móc następnie podkreślać ich naturalne piękno♥

Dajcie znać w komentarzach jak wygląda Wasza pielęgnacja włosów! 
Podzielcie się swoimi włosowymi historiami! 
Czy lubicie swoje włosy i jak o nie dbacie (:
Zawsze chętnie czytam Wasze odpowiedzi! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz, sprawiasz mi nim ogromną przyjemność oraz motywujesz do dalszego działania.
Na każdy komentarz staram się odpowiadać.
Zachęcam Cię również do obserwowania mojego bloga oraz śledzenia mojego profilu w aplikacji Instagram.