Polecam

Neess Baza Peel Off | Rewolucja w manicure hybrydowym?

Neess Baza Peel Off | Rewolucja w manicure hybrydowym?


Dzień dobry! Tego wpisu miało nie być... Temat paznokci hybrydowych zostawiłam sobie na Instagram. Nie jestem mistrzynią ani stylistką paznokci, a jedynie fanką schludnego manicure, więc najczęściej pokazuje Wam w formie zdjęć efekt końcowy, jaki udało mi się uzyskać. Bazę pod lakiery hybrydowe Peel Off z Neess otrzymałyśmy jako prezent w ramach konferencji Meet Beauty. Jest to produkt, który od początku budził spore kontrowersje. Ja sama podchodziłam do niego bardzo sceptycznie i zanim go pierwszy raz użyłam minęło kilka dobrych tygodni. Ta baza to obietnica oszczędności czasu, który tracimy na zdejmowaniu hybryd. Zdejmowanie manicure hybrydowego jest największym minusem całego tego procesu. Jednak coś kosztem czegoś, klasyczne hybrydy gwarantują nam super trwałość na kilka tygodni, brak odprysków i długotrwały blask. Sama widzę, że zdejmowanie hybryd jest najbardziej inwazyjnym zabiegiem. Moje skórki ciężko to znoszą, a same paznokcie z każdym kolejnym razem stają się coraz bardziej osłabione. Moczenie paznokci w acetonie nigdy nie może skończyć się dobrze... I tu z pomocą przychodzi nam baza od Neess. Ma ona ułatwić ściąganie manicure hybrydowego bez użycia drażniącego acetonu, bez odmaczania. Uznałam, że warto ją przetestować, sprawdzić jak utrzyma się na paznokciach i czy faktycznie zdejmowanie wygląda tak łatwo jak na obrazku. Użyłam tej bazy już kilka razy i chyba mam o niej wyrobione swoje zdanie. Ten produkt ma kilka zalet, jak i wad. Moją przygodę z bazą dokładnie Wam opisałam, a proces zdejmowania zaprezentowałam w formie krótkich filmików. Może właśnie jest to produkt, którego szukacie? Zapraszam! 
Resibo | Wyrasta z natury

Resibo | Wyrasta z natury


Witajcie Moi Drodzy! Długo zwlekałam z tą recenzją, a to dlatego, że będzie to pierwszy tego typu wpis na moim blogu. Jak wiecie, rzadko współpracuję z markami. Szanuję swój czas i swoich czytelników i zakładając bloga, słuchając porad przychylnych mi osób, postanowiłam poczekać na tego jedynego ... maila (: który wywoła u mnie szybsze bicie serca. Już na samym początku, raczkując z blogiem, założyłam sobie, że kosmetyki, których testowania mogę się podjąć, muszą być polskie i naturalne, bo takie darzę największą miłością. I czekałam. Po roku! pracy nad blogiem, systematycznych wpisów i rzetelnych recenzji, pewnego słonecznego poranka otrzymałam wiadomość od ekipy Resibo, w której proponowali mi przetestowanie swojego flagowego olejku do demakijażu oraz innych kosmetyków, które sama wybiorę. Wzruszyłam się, bo tak długo marzyłam o tym dniu i tym razem nie miałam jakichkolwiek wątpliwości i natychmiast się zgodziłam! Dlaczego Wam o tym piszę? Bo inaczej się czyta wpisy "sponsorowane", a inaczej o tych produktach, które zakupiliśmy sami. W sumie mogłam bez całego tego wstępu przejść od razu do rzeczy, ale chciałam być z Wami szczera, wiarygodna, tak jak marka, którą chcę dzisiaj opisać. Dziś pod lupę weźmiemy Resibo, polską markę, której sukces wręcz był pisany, a której pomysłodawczynią i duszą jest kobieta. Jeżeli interesuje Was moja opinia na temat tych kosmetyków oraz krótka historia marki, to zapraszam do dalszej lektury. 
Ulubieńcy początku lata | Maj & czerwiec

Ulubieńcy początku lata | Maj & czerwiec


Witam Was w ... lipcu! Hej, gdzie uciekł czerwiec?! Czas leci tak szybko i czasem mi się wydaje, że jeszcze szybciej te letnie, ciepłe miesiące (: Na dobry początek miesiąca i weekendu przybywam do Was z moimi ulubieńcami z początku lata! Powróciłam do mojej sprawdzonej formy, czyli do dwumiesięcznych ulubieńców. Po pierwsze dlatego, że przy wpisach pojawiających się raz w tygodniu ciężko jest mi zdecydować co powinno, a co nie powinno się na blogu pojawić, a nie chce upychać wpisów i Was nimi zalewać (: A po drugie, czasem po prostu w danym miesiącu nie jestem w stanie wyłonić prawdziwego ulubieńca. Bo czym jest dla mnie ulubieniec miesiąca? To kosmetyk, po który od chwili zakupu sięgam chętnie i regularnie, którego działanie w pełni mnie zadowala, a niekiedy wręcz zachwyca. Jest to kosmetyk, który w pewnym momencie, nie zawsze od razu, wywołuje u mnie okrzyk "wow!". Ostatnio mam szczęście i, dzięki coraz większemu doświadczeniu w doborze kosmetyków, nie nacinam się na buble. To świadczy o tym, że coraz lepiej znam siebie, swoją skórę i moje potrzeby. Czasem po samym opisie, składzie lub recenzji u zaufanej osoby (: wiem, że to będzie coś dla mnie i zwykle tak się dzieje. 
Po małym wstępie (wciąż z uporem maniaka je piszę i nie przestanę!) zapraszam do przeglądania moich perełek wyłowionych w maju i czerwcu! (: 
Moja pielęgnacja włosów | Dlaczego nie zostałam włosomaniaczką

Moja pielęgnacja włosów | Dlaczego nie zostałam włosomaniaczką


Moi Kochani, dzisiaj przychodzę do Was z postem innym niż wszystkie, ponieważ będzie on całkowicie poświęcony pielęgnacji moich włosów! Wpis typowo włosowy już raz pojawił się na moim blogu, równo rok temu poruszyłam temat skóry głowy "Pielęgnacja skóry głowy - wcierki, peeling, oczyszczanie" ponieważ moim zdaniem jest to jedna z ważniejszych kwestii w walce o piękne i zdrowe włosy. Już od jakiegoś czasu planowałam na łamach mojego bloga opublikować wpis przedstawiający moje włosy, kosmetyki, które pomagają mi o nie zadbać oraz moje rytuały pielęgnacyjne. Jednak wciąż miałam pustkę w głowie, bo przecież ja nic szczególnego z włosami nie robię. Moje kosmyki są odrobinę osobnym bytem (: żyją sobie własnym życiem, mamy gorsze i lepsze okresy, czasem się nie dogadujemy, ale nareszcie udało mi się je zaakceptować takie jakie są. W moim życiu był okres, w którym praktycznie wszystko kręciło się wokół moich włosów, również przeżywałam fascynację "włosomaniactwem" i przeróżnymi sposobami na dłuższe i gęstsze włosy. Był czas, w którym ich nienawidziłam, nie rozumiałam dlaczego nie mogą wyglądać inaczej, dlaczego odziedziczyłam takie geny a nie inne. Teraz gdy na nie patrzę, kiedy przeglądam zamieszczone w tym wpisie zdjęcia - podobają mi się! Wyglądają lepiej niż mi się wydawało, są zdrowe, miękkie i lśniące. Co takiego się stało, jaką drogę przeszłam (przeszliśmy ja i włosy :)), że moja postawa wobec nich tak diametralnie się zmieniła? Dlaczego nie zostałam włosomaniaczką? Czy Moja Włosowa Historia zakończyła się happy endem? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w dalszej części wpisu! Rozsiądźcie się wygodnie przed komputerami, zapraszam! 
Vianek pod lupą | Fioletowa seria kojąca | Pielęgnacja cery naczynkowej

Vianek pod lupą | Fioletowa seria kojąca | Pielęgnacja cery naczynkowej


Dzień dobry! Nowy tydzień, nowy wpis - tak to u mnie wygląda (: Dziś przychodzę z długo wyczekiwanym postem, czyli z recenzją przetestowanych przeze mnie produktów z fioletowej, kojąco-wzmacniającej serii Vianek. Jak pewnie doskonale wiecie, bo często przewijają się na moim blogu, kosmetyki marki Vianek (Sylveco) bardzo lubię. Już jakiś czas temu recenzowałam produkty z wersji pomarańczowej, odżywczej, która wtedy była moją ulubioną "Vianek - odżywcza pielęgnacja". Jednak w ofercie marki wciąż czegoś mi brakowało, kosmetyków, które będą idealnie dobrane do potrzeb mojej skóry, czyli cery naczynkowej. Kiedy tylko zobaczyłam, że marka poszerza swój asortyment o serię fioletową, serię skierowaną głownie do osób z zaczerwienieniami na twarzy, wiedziałam, czułam w kościach, że to będzie hit! Miałam przeczucie, że to może być coś, co sprawdzi się u mnie równie dobrze, jak dedykowane cerom reaktywnym kosmetyki z apteki. Sukcesywnie dokupowałam kolejne kosmetyki z serii, aż uzbierałam niezłą gromadkę. Z recenzją zwlekałam długo, ponieważ chciałam je dobrze przetestować i wydać ostateczny werdykt o każdym z nich. Wiem, że wśród moich stałych czytelniczek są osoby z cerą naczynkową, z trądzikiem różowatym. Mój wpis na temat pielęgnacji cery naczynkowej cieszy się dużą popularnością i rozpiera mnie z tego powodu duma, bo włożyłam w niego mnóstwo pracy. Osoby te często korzystają z moich porad, kupują kosmetyki, które się u mnie sprawdziły, czyli u osoby, która zmaga się z naczynkami. Tak więc dziś przychodzę z moją opinią o kosmetykach marki Vianek. Jak te naturalne produkty sprawdziły się na mojej skłonnej do zaczerwienień skórze? Tego dowiecie się w dalszej części wpisu (: Przetestowałam produkty nie tylko do pielęgnacji twarzy, więc jeśli ta seria Was interesuje, to zapraszam do lektury, może znajdziecie coś ciekawego dla siebie!

Mega projekt denko nr 9 | Zużycia z trzech miesięcy

Mega projekt denko nr 9 | Zużycia z trzech miesięcy


Dzień dobry w czerwcu! Rany! Kiedy to minęło? (: Nowy miesiąc rozpoczynam na blogu od porządków, wyrzucam stare, zużyte opakowania, ponieważ najwyższy czas na nowe. Denko jest lekko spóźnione. Są to zużycia z marca, kwietnia i kawałka maja! U mnie jak zawsze duże denka (stąd nazwa wpisu:)). Lubię denkować produkty, nigdy niczego nie chomikuję, nie odkładam na lepszy czas, nie oszczędzam. Wrzucanie kolejnych, pustych opakowań do torby w łazience sprawia mi ogromną satysfakcję! Tak, całkiem sporo tego zużywam. Ostatnio nawet zastanawiałam się, czy jak jeszcze nie byłam blogerką (nie miałam bloga ;)), to czy kupowałam i zużywałam również taką samą ilość kosmetyków. Wydaje mi się, że prawdopodobnie tak! (: Tylko, że teraz robię z nich pożytek pisząc dla Was ciekawe recenzje! 
No to co? Jedziemy z tym! Zasady jak zawsze są proste: ✔ oznacza, że dany kosmetyk się u mnie dobrze sprawdził, natomiast ✘ postawiony przed nazwą świadczy o tym, że się nie polubiliśmy (: Zapraszam!