Polecam

YOPE pod lupą | Natura w słodkim ubranku?

YOPE pod lupą | Natura w słodkim ubranku?


Witajcie ponownie na moim blogu! Dziś przychodzę do Was z kolejnym wpisem z serii "Pod Lupą", w której recenzuję ciekawe firmy kosmetyczne oraz ich produkty. Przyszedł najwyższy czas, żeby przyjrzeć się bliżej polskiej marce kosmetyków naturalnych YOPE. Sam pomysł na stworzenie tej marki przez małżeństwo Pawła Kosowicza i Karolinę Kuklińską-Kosowicz zrodził się już w 2012 roku, a pierwsze kosmetyki powstały w 2014 roku. W kolejnym roku ruszyła już masowa produkcja i sprzedaż w Internecie. Jest to więc rodzinny biznes, sami twórcy i ich rodzina oraz znajomi testują swoje wyroby i wiele nowości najpierw przechodzi przez ich własny dom i sprawdzana jest "w praktyce". Historia YOPE zaczyna się od mycia rąk, codziennej, higienicznej czynności, która przy nieodpowiednim specyfiku do oczyszczania dłoni staje się nieprzyjemna i upierdliwa, a przecież ręce myjemy kilka razy dziennie! YOPE postawiło na mydło z delikatnymi substancjami myjącymi, mydło, które jest przyjemne w użytkowaniu i sprawi, że mycie rąk będzie się kojarzyło z czymś miłym! YOPE zaczęło od mydła do rąk, tradycyjnego kosmetyku i na mydle się wybiło (; Produkty YOPE to również wesołe, oryginalne opakowania, a także obietnica naturalności i starannie dobranych składników. Oferta tej firmy wciąż się powiększa, widać, że proponowane kosmetyki spodobały się konsumentom. Przetestowałam dla Was kilka z nich, produkty z różnych kategorii i przybywam z recenzją! Sprawdziłam co się dokładnie kryje w tych słodziutkich "ubrankach"(: Zapraszam! 
Wiosenne nowości z marca i kwietnia | Rossmann | Meet Beauty | Prezenty | Dużo zdjęć!

Wiosenne nowości z marca i kwietnia | Rossmann | Meet Beauty | Prezenty | Dużo zdjęć!


Dzień dobry! Witam się z Wami z Polski i z mojej majówki. Odpoczywam. Mimo że długo się wzbraniałam, to bardzo potrzebowałam chwili wytchnienia. Od bloga jednak nie robię sobie urlopu i przygotowałam dla Was coś lekkiego. Przychodzę do Was z wielkim, bo aż dwumiesięcznym haulem zakupowym! Przyznaję, poszalałam i trochę się tego nazbierało. Jednak marzec to mój miesiąc (; i lubię wtedy sprawiać sobie małe przyjemności. To czas, w którym realizuję pozycje ze swoich list zakupowych bez wyrzutów sumienia. Bo przecież najlepsze prezenty sprawię sobie sama, bez niespodzianek (: Uprzedzam też komentarze w stylu "wow, ale tego dużo", ponieważ większość z tych kosmetyków jest już w użyciu, niektóre dostałam, a kilka produktów już zdenkowałam! Na moim profilu na Instagramie w formie relacji na Instastories bardzo często pokazuję Wam na bieżąco otwieranie paczek i zakupy. Postanowiłam jednak nie rezygnować z tego wpisu, bo posty tego typu mi samej pozwalają prowadzić na blogu statystykę zakupów i zużyć. No i zdjęcia zakupów, nowych produktów dobrze się ogląda! Mam dla Was wiele zdjęć, więc zaparzajcie kawkę lub herbatkę i zapraszam do przeglądania. Może znajdziecie coś interesującego dla siebie (;
Wiosenni ulubieńcy | Marzec i kwiecień

Wiosenni ulubieńcy | Marzec i kwiecień


Witam się z Wami w maju Kochani! Kocham ten miesiąc, w który wszystko rozkwita! Na dobry początek przygotowałam dla Was wpis z ulubieńcami. Tym razem będą to dwumiesięczni, wiosenni ulubieńcy, czyli kosmetyki, które skradły moje serce lub wyróżniły się czymś szczególnym. W większości są to nowości, które z miejsca mnie zachwyciły i odmieniły moją kosmetyczkę. Są to też produkty ogólnie znane, jednak odkryte przeze mnie zupełnie niedawno i teraz sama podzielam wszelkie zachwyty! Jeżeli ciekawi Was jakie perełki zgromadziłam przez te dwa miesiące, to zapraszam Was do dalszej części wpisu (;

Organique Black Orchid ♥ Masło i mgiełka do ciała o zapachu Czarnej Orchidei

Organique Black Orchid ♥ Masło i mgiełka do ciała o zapachu Czarnej Orchidei


Moi Drodzy, witam Was po fantastycznym weekendzie, który miałam przyjemność spędzić w Warszawie wraz z innymi, kosmetycznymi blogerkami podczas Konferencji Meet Beauty! Co tu dużo mówić - było fenomenalnie! Sama zrezygnowałam z relacji na blogu, nie zabrałam za sobą aparatu i całkowicie skupiłam się na wydarzeniu! Jeżeli jednak interesuje Was temat Konferencji, to odsyłam Was do Pauliny Cienistość.pl oraz do Klaudii Curlyclaudie.pl, które sporządziły na swoich blogach wpisy poświęcone tegorocznej edycji Meet Beauty i pokazały upominki od sponsorów. 
Ja sama zgodnie z planem przychodzę do Was z kolejną recenzją! Dziś pod lupę weźmiemy wrocławską markę kosmetyków naturalnych, czyli Organique. Marka ta jest obecna na naszym rynku od 15 lat. We Wrocławiu nie raz mijałam ich firmowe sklepiki, chociażby ten w Galerii Dominikańskiej. Kosmetyki Organique to połączenie nowoczesnej technologii i naturalnych składników. Szeroki asortyment marki podzielony jest na terapie i rytuały, więc każda z nas znajdzie w nim coś odpowiedniego dla siebie i do swoich potrzeb. Ja wybrałam dwa produkty do ciała z Rytuału Czarna Orchidea, w którego skład wchodzą: balsam do ciała z masłem Shea, peeling solny, pianka do mycia ciała, olejek do kąpieli i masażu, mydło oraz mgiełka do ciała. A to wszystko o jednej, niesamowicie kobiecej, zmysłowej nucie zapachowej! Mi zapach ten bardzo przypomina aromat moich niegdyś ulubionych perfum, czyli Euphorii CK. To wspaniałe, że marka Organique w naturalnych kosmetykach pielęgnacyjnych zamyka tak luksusowy i niejednoznaczny zapach.  Jeżeli chcecie się dowiedzieć, jak te kosmetyki się u mnie sprawdziły i czy zapach Czarnej Orchidei faktycznie uwodzi zmysły, to zostańcie ze mną do końca wpisu! Zapraszam! 
Tusz L'Oreal Paradise Extatic - czy byłam w raju?

Tusz L'Oreal Paradise Extatic - czy byłam w raju?


Witam Was w środę! Obiecałam Wam więcej recenzji w kwietniu, więc przychodzę z kolejną. Tym razem będzie to recenzja jednego produktu, co na moim blogu nie zdarza się często. Bohaterem dzisiejszego wpisu będzie tusz do rzęs, a dokładnie L'Oréal Paris, Paradise Extatic. Bardzo lubię testować tusze do rzęs, na ich zużycie mamy jedynie 3 miesiące, a sięgamy po nie niemal codziennie. Wybór odpowiedniego tuszu jest dla mnie niezwykle istotny, o czym pisałam Wam w tym wpisie, gdzie pokazywałam Wam również moich ulubieńców w tej kategorii. Minęło jednak trochę czasu i moim niekwestionowanym ulubieńcem stał się prosty do bólu, niesamowity, najlepszy Max Factor Masterpiece MAX. Do tego tuszu, do efektu, który po nim uzyskuję porównuję wszystkie kolejne maskary. Mając takiego pewniaka (nawet teraz w mojej szufladzie) nie boję się eksperymentów i śmiało sięgam po nowości i w razie wpadki zawsze mogę sięgnąć po to co już sprawdzone. Nie szukam już na oślep, nie muszę. Tak więc prowadzona wrodzoną ciekawością, jak również wewnętrzną sroką i zamiłowaniem do wszystkiego co ładne (: wrzuciłam do koszyka nowość od L'Oréal, która według producenta ma zabrać nas do raju i dostarczyć nam nieziemskich doznań... Czy ten tusz zabrał mnie do raju? O mojej przygodzie z nim możecie przeczytać poniżej! Zapraszam!
Ministerstwo Dobrego Mydła | Dobre, bo polskie

Ministerstwo Dobrego Mydła | Dobre, bo polskie


Witajcie Kochani♥ Obiecałam Wam ostatnio więcej recenzji i oto przychodzę (: Dziś weźmiemy pod lupę "mydła od ministra", czyli Ministerstwo Dobrego Mydła, w skrócie MDM. Ministerstwo to mała, lokalna, rodzinna firma, którą stworzyły dwie siostry Ania i Ula w Kamieniu Pomorskim. Uwielbiam takie historie, kiedy z pasji i z miłości powstaje coś pięknego, tak też powstało MDM. Tutaj nie muszę się martwić o jakość produktów, bo wiem, że zawsze będzie to najlepsza z możliwych! Obsługa klienta, szybkość wysyłki, opakowania - to wszystko jest na najwyższym poziomie! Za to kocham niszowe polskie marki kosmetyczne, za to, że nie dostarczają nam "masówki", tylko dbają o każdy szczegół na każdym etapie produkcji i dystrybucji. Ministerstwo otrzymało również certyfikat V-Label (V-Label to rozpoznawalny i uznany na świecie symbol certyfikujący produkty i usługi przeznaczone dla wegetarian i wegan) dla sześciu swoich produktów, czyli dla oleju kokosowego, oleju z nasion malin, oleju z opuncji figowej, oleju z orzechów laskowych, masła shea oraz oleju z pestek śliwki i jednego produktu wegetariańskiego: balsamu w sztyfcie Baobab. MDM jest jedną z pierwszych polskich firm, której produkty będą odznaczone tym symbolem! Więcej informacji znajdziecie w artykule, z którego korzystałam klik.
Ujęła mnie również filozofia marki, która w dzisiejszych czasach brzmi dość egzotycznie: "Wierzymy, że można zarabiać na życie nie pędząc i nie walcząc. Że można zapewnić bezpieczeństwo sobie i swojej rodzinie, a jednocześnie zachować uczciwość wobec współpracowników i klientów". Niesamowite, prawda? Zamawiając więc produkty z MDM, co nie jest łatwym zadaniem, bo najchętniej wzięłabym wszystko przez te piękne grafiki i zdjęcia, spodziewałam się przygody, naturalnej odysei (: Ministerstwo nie samym mydłem stoi i zdecydowałam się wreszcie na ich słynny Śliwkowy peeling cukrowy, Cynamonową półkulę i Balsam w sztyfcie Śliwka.
Jak było? Jakie są moje wrażenia po przetestowaniu tych kosmetyków? Tego wszystkiego dowiecie się w dalszej części wpisu!
Copyright © 2016 Hellojza About Beauty , Blogger