Polecam

Oczyszczanie twarzy z Tołpa | Peeling 3 enzymy & Maska czarny detox

Oczyszczanie twarzy z Tołpa | Peeling 3 enzymy & Maska czarny detox


Kochani, wróciłam! Witam się z Wami już po moim urlopie! Moimi pięknymi chwilami dzieliłam się z Wami na moim Instagramie, więc warto mnie tam śledzić, by być na bieżąco. Czas jednak wrócić do rzeczywistości i klasycznego rytmu dnia i pracy. Powiem Wam, że bardzo trudno jest mi się wdrożyć i przyzwyczaić, jednak lenistwo rozleniwia (: Na blogu nie planuję reportażu z wakacji, po więcej szczegółów zapraszam na mój Instagram. Tu startuję od razu od recenzji kosmetycznych, które czekają na publikację. Zdjęcia będą wciąż utrzymane w wakacyjnym klimacie, aby móc jeszcze przez chwilę dłużej cieszyć się tym czasem beztroski. 
W dzisiejszym poście po raz kolejny na moim blogu gości Tołpa i tym razem przyjrzę się bliżej nowościom marki. Detoksykująca, czarna maska oraz enzymatyczny, egzotyczny peeling mają nam ułatwić efektywne oczyszczanie skóry. Produkty te już pojawiły się na moim blogu w Ulubieńcach początku lata, więc to chyba o czymś świadczy. W tym wpisie opiszę Wam szczegółowo moje wrażenia z testowania tych produktów. Może właśnie teraz Wasza skóra potrzebuje porządnego oczyszczenia i ten duet jest tym, czego szukacie! Recenzuję te kosmetyki jako zestaw, ponieważ tylko używając ich razem, jeden po drugim, uzyskałam najlepsze rezultaty. 
Zapraszam więc do dalszej części wpisu. 
Co kupić w drogerii DM? | Część III

Co kupić w drogerii DM? | Część III


Co warto kupić w niemieckiej drogerii DM? To pytanie, na które bardzo często szukacie odpowiedzi w Google i widzę to również na moim blogu i zwykle właśnie tak do mnie trafiacie (: Ilość pytań i wejść na stronę zwiększa się znacznie w czasie wakacji i wyjazdów, bo jak wszyscy doskonale wiemy, drogeria DM jest niedostępna w Polsce. Zauważyłam, że kosmetyki te budzą Wasze zainteresowanie i bardzo często, nawet na Instagramie, dostaje o nie masę zapytań. Stworzyłam już dwa wpisy na ten temat, dziś przychodzę z trzecim i ostatnim. Asortyment DM znam już bardzo, bardzo dobrze. DM jest moją drogerią, w której kupuję praktycznie wszystko i jestem tam minimum raz w tygodniu. Mimo że oferta sklepu często się zmienia, to raczej nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, a w moich postach i poleceniach pokazuję Wam same perełki, które u mnie się sprawdziły lub mają duży potencjał. Zapraszam więc na kolejny wpis o tej tematyce! Mam nadzieję, że przyda się Wam podczas wakacyjnych podróży (:
PS. Każda pogrubiona nazwa kosmetyku jest podlinkowana, klikając w nią przejdziecie bezpośrednio na stronę sklepu DM.at (Austria). Tam znajdziecie wszystkie szczegółowe informacje, takie jak skład (Inhaltsstoffe) oraz użycie (Anwendung). Pamiętajcie, że ceny oraz oferta sklepu mogą się różnić w zależności od kraju!
Neess Baza Peel Off | Rewolucja w manicure hybrydowym?

Neess Baza Peel Off | Rewolucja w manicure hybrydowym?


Dzień dobry! Tego wpisu miało nie być... Temat paznokci hybrydowych zostawiłam sobie na Instagram. Nie jestem mistrzynią ani stylistką paznokci, a jedynie fanką schludnego manicure, więc najczęściej pokazuje Wam w formie zdjęć efekt końcowy, jaki udało mi się uzyskać. Bazę pod lakiery hybrydowe Peel Off z Neess otrzymałyśmy jako prezent w ramach konferencji Meet Beauty. Jest to produkt, który od początku budził spore kontrowersje. Ja sama podchodziłam do niego bardzo sceptycznie i zanim go pierwszy raz użyłam minęło kilka dobrych tygodni. Ta baza to obietnica oszczędności czasu, który tracimy na zdejmowaniu hybryd. Zdejmowanie manicure hybrydowego jest największym minusem całego tego procesu. Jednak coś kosztem czegoś, klasyczne hybrydy gwarantują nam super trwałość na kilka tygodni, brak odprysków i długotrwały blask. Sama widzę, że zdejmowanie hybryd jest najbardziej inwazyjnym zabiegiem. Moje skórki ciężko to znoszą, a same paznokcie z każdym kolejnym razem stają się coraz bardziej osłabione. Moczenie paznokci w acetonie nigdy nie może skończyć się dobrze... I tu z pomocą przychodzi nam baza od Neess. Ma ona ułatwić ściąganie manicure hybrydowego bez użycia drażniącego acetonu, bez odmaczania. Uznałam, że warto ją przetestować, sprawdzić jak utrzyma się na paznokciach i czy faktycznie zdejmowanie wygląda tak łatwo jak na obrazku. Użyłam tej bazy już kilka razy i chyba mam o niej wyrobione swoje zdanie. Ten produkt ma kilka zalet, jak i wad. Moją przygodę z bazą dokładnie Wam opisałam, a proces zdejmowania zaprezentowałam w formie krótkich filmików. Może właśnie jest to produkt, którego szukacie? Zapraszam! 
Resibo | Wyrasta z natury

Resibo | Wyrasta z natury


Witajcie Moi Drodzy! Długo zwlekałam z tą recenzją, a to dlatego, że będzie to pierwszy tego typu wpis na moim blogu. Jak wiecie, rzadko współpracuję z markami. Szanuję swój czas i swoich czytelników i zakładając bloga, słuchając porad przychylnych mi osób, postanowiłam poczekać na tego jedynego ... maila (: który wywoła u mnie szybsze bicie serca. Już na samym początku, raczkując z blogiem, założyłam sobie, że kosmetyki, których testowania mogę się podjąć, muszą być polskie i naturalne, bo takie darzę największą miłością. I czekałam. Po roku! pracy nad blogiem, systematycznych wpisów i rzetelnych recenzji, pewnego słonecznego poranka otrzymałam wiadomość od ekipy Resibo, w której proponowali mi przetestowanie swojego flagowego olejku do demakijażu oraz innych kosmetyków, które sama wybiorę. Wzruszyłam się, bo tak długo marzyłam o tym dniu i tym razem nie miałam jakichkolwiek wątpliwości i natychmiast się zgodziłam! Dlaczego Wam o tym piszę? Bo inaczej się czyta wpisy "sponsorowane", a inaczej o tych produktach, które zakupiliśmy sami. W sumie mogłam bez całego tego wstępu przejść od razu do rzeczy, ale chciałam być z Wami szczera, wiarygodna, tak jak marka, którą chcę dzisiaj opisać. Dziś pod lupę weźmiemy Resibo, polską markę, której sukces wręcz był pisany, a której pomysłodawczynią i duszą jest kobieta. Jeżeli interesuje Was moja opinia na temat tych kosmetyków oraz krótka historia marki, to zapraszam do dalszej lektury. 
Ulubieńcy początku lata | Maj & czerwiec

Ulubieńcy początku lata | Maj & czerwiec


Witam Was w ... lipcu! Hej, gdzie uciekł czerwiec?! Czas leci tak szybko i czasem mi się wydaje, że jeszcze szybciej te letnie, ciepłe miesiące (: Na dobry początek miesiąca i weekendu przybywam do Was z moimi ulubieńcami z początku lata! Powróciłam do mojej sprawdzonej formy, czyli do dwumiesięcznych ulubieńców. Po pierwsze dlatego, że przy wpisach pojawiających się raz w tygodniu ciężko jest mi zdecydować co powinno, a co nie powinno się na blogu pojawić, a nie chce upychać wpisów i Was nimi zalewać (: A po drugie, czasem po prostu w danym miesiącu nie jestem w stanie wyłonić prawdziwego ulubieńca. Bo czym jest dla mnie ulubieniec miesiąca? To kosmetyk, po który od chwili zakupu sięgam chętnie i regularnie, którego działanie w pełni mnie zadowala, a niekiedy wręcz zachwyca. Jest to kosmetyk, który w pewnym momencie, nie zawsze od razu, wywołuje u mnie okrzyk "wow!". Ostatnio mam szczęście i, dzięki coraz większemu doświadczeniu w doborze kosmetyków, nie nacinam się na buble. To świadczy o tym, że coraz lepiej znam siebie, swoją skórę i moje potrzeby. Czasem po samym opisie, składzie lub recenzji u zaufanej osoby (: wiem, że to będzie coś dla mnie i zwykle tak się dzieje. 
Po małym wstępie (wciąż z uporem maniaka je piszę i nie przestanę!) zapraszam do przeglądania moich perełek wyłowionych w maju i czerwcu! (: 
Moja pielęgnacja włosów | Dlaczego nie zostałam włosomaniaczką

Moja pielęgnacja włosów | Dlaczego nie zostałam włosomaniaczką


Moi Kochani, dzisiaj przychodzę do Was z postem innym niż wszystkie, ponieważ będzie on całkowicie poświęcony pielęgnacji moich włosów! Wpis typowo włosowy już raz pojawił się na moim blogu, równo rok temu poruszyłam temat skóry głowy "Pielęgnacja skóry głowy - wcierki, peeling, oczyszczanie" ponieważ moim zdaniem jest to jedna z ważniejszych kwestii w walce o piękne i zdrowe włosy. Już od jakiegoś czasu planowałam na łamach mojego bloga opublikować wpis przedstawiający moje włosy, kosmetyki, które pomagają mi o nie zadbać oraz moje rytuały pielęgnacyjne. Jednak wciąż miałam pustkę w głowie, bo przecież ja nic szczególnego z włosami nie robię. Moje kosmyki są odrobinę osobnym bytem (: żyją sobie własnym życiem, mamy gorsze i lepsze okresy, czasem się nie dogadujemy, ale nareszcie udało mi się je zaakceptować takie jakie są. W moim życiu był okres, w którym praktycznie wszystko kręciło się wokół moich włosów, również przeżywałam fascynację "włosomaniactwem" i przeróżnymi sposobami na dłuższe i gęstsze włosy. Był czas, w którym ich nienawidziłam, nie rozumiałam dlaczego nie mogą wyglądać inaczej, dlaczego odziedziczyłam takie geny a nie inne. Teraz gdy na nie patrzę, kiedy przeglądam zamieszczone w tym wpisie zdjęcia - podobają mi się! Wyglądają lepiej niż mi się wydawało, są zdrowe, miękkie i lśniące. Co takiego się stało, jaką drogę przeszłam (przeszliśmy ja i włosy :)), że moja postawa wobec nich tak diametralnie się zmieniła? Dlaczego nie zostałam włosomaniaczką? Czy Moja Włosowa Historia zakończyła się happy endem? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w dalszej części wpisu! Rozsiądźcie się wygodnie przed komputerami, zapraszam!